wtorek, 31 grudnia 2013

W roku 2013 było tak, a na 2014 życzę sobie i Wam tak... ;)

Na wielu czytanych przeze mnie blogach wszyscy piszą roczne podsumowania i opisują co wydarzyło się u nich w mijającym roku. Ja prowadzę bloga dopiero trzeci miesiąc i muszę przyznać, że bardzo mi się ta zabawa spodobała. Strasznie cieszę się z każdego pozytywnego komentarza, z przybywających miniaturowych kwadratów zamieszczonych pod napisem Obserwatorzy (o których jeszcze jakiś czas temu wybuchła taka panika w blogosferze ;-) ), z kliknięć ,,Lubię to" na Facebooku. Mam nadzieję, że z czasem trafi do mnie jeszcze więcej osób i znajdzie na moim blogu coś dla siebie. Wszystkim tym Osobom, które mojego bloga czytają lub na niego trafią chciałabym złożyć noworoczne życzenia:

Na 2014 życzę sobie i Wam:


Zdrowia. Przede wszystkim. bo to najważniejsze.
 
Podróży. Jakichkolwiek. Tych bliższych i tych dalszych. We wszystkie wymarzone destynacje klimatyczne i geograficzne.

Życzę Wam podróży....

....tych bliższych....

....tych w chłodniejsze miejsca....

i tych dalszych w cieplejsze destynacje... :-)


Uśmiechu. Codziennie. Od ucha do ucha

  

Wygłupów i dobrej zabawy.



Pysznego jedzenia. Odwagi do próbowania nowych smaków i żeby wszystkie te specjały nie poszły w biodra :D



Znalezienia czasu na wypoczynek.



A także spełnienia wszystkich, ale to wszystkich marzeń.

Źródło: http://www.timelinecover.net/cover-my-road-my-dreams-my-life-23243.htm


Oraz duuuuużo miłości i znalezienia tej Jedynej Osoby, z którą będziecie chcieli spełniać swoje marzenia.



...oraz żeby w kwietniu nie padał śnieg ;-)



Happy New Year !!!!!!!!!!!!
2014

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Soczewki kolorowe Vassen Color, Hyper Natural Gray do obejrzenia >naocznie< ;-)

W poprzednim poście (KLIK) obiecałam, że kiedy rozpakuję nowo przybyłe soczewki zaprezentuję jak wyglądają na oczach oraz jakie mam wrażenia z noszenia.

Jako pierwsze wybrałam soczewki Hyper Natural Gray od Vassen Color o parametrach:

Średnica: DIA: 14,5
Promień krzywizny: BC: 8,6
Uwodnienie: 45%
Użytkowanie: Roczne

Wrażenia z noszenia:


Zastanawiałam się, czy mam napisać, że Vassen są takie same, czy też może odrobinę wygodniejsze od moich pierwszych circle lens Mimi Apple Green. Jeżeli chodzi o kwestię wygody moje odczucia w porównaniu do Mimi Apple Green są takie same: nic nie kłuje, nie przesuwa się, nie czuć ich na oczach, nie ma wrażenia że soczewka przysłania lekką mgłą pole widzenia.
Jednakże po moich ostatnich doświadczeniach stwierdzam, że Vassen można wygodnie nosić przez wiele godzin. Moim stałym wyposażeniem torebki są nawilżające krople do oczu i w przypadku Mimi po około 7-8 godzinach musiałam się wspomóc kroplami, natomiast ostatnio rano przyodziałam gałki w Hyper Natural Gray, poszłam do pracy, następnie na kręgle ze znajomymi które przedłużyły się w dłuższą imprezę i ostatecznie soczewki zdejmowałam około drugiej w nocy i nie czułam żadnego dyskomfortu, oczy zakrapiałam raz czy dwa.

Jeżeli idzie o kwestie wizualne to z racji mniejszej średnicy (Mimi mają DIA 15,00) efekt powiększenia tęczówek nie jest tak spektakularny, jednakże jest za to jeszcze bardziej naturalny. Szary kolor dość dobrze stapia się z moim naturalnym kolorem oka, dopiero przy dużym przybliżeniu i przy mocnym oświetleniu (co widać na zdjęciach, które robione były w intensywnym świetle dziennym) spod soczewki przedziera się kolor zielony. W moim odczuciu soczewki Hyper Natural Gray mają adekwatną nazwę, bo rzeczywiście wyglądają naturalnie (oczywiście jeżeli nie patrzymy przy dużym zoomie, chodzi mi standardową odległość >rozmówca-rozmówca<)

Bez makijażu z jedną soczewką w oku dla pokazania różnicy

Dookoła soczewki narysowane są ziemne ząbki, natomiast wokół nich jest bardzo delikatny szary kolor, jednak nie udało się złapać go na zdjęciu

Z makijażem i obiema soczewkami przy dużym zbliżeniu przy intensywnym świetle dziennym

Przy większej odległości ^_^

;-)
PS. Na ustach jedna warstwa tintu od Kawaii Maniac

czwartek, 26 grudnia 2013

Soczewki typu circle lens po raz kolejny ;-)

Wydaje mi się, że całkiem prawdziwe może być zdanie: ,,Kto raz spróbuje soczewek typu circle lens może się w pewien sposób od nich uzależnić i chcieć więcej" :P Tak przynajmniej jest w moim przypadku i po kupnie soczewek Mimi Apple Green z Pinky Paradise zapragnęłam wypróbowania kolejnych soczewek w innych kolorach :D Dobra okazja trafiła się w Honey Color, bo trwały akurat promocje z okazji Black Friday i do tego można było załapać się na darmową przesyłkę. Soczewki zamówiłam 5 grudnia, a dotarły do mnie 23 grudnia - w sam raz jako dodatkowy prezent na Gwiazdkę ;-)

Tym razem postanowiłam wypróbować soczewki Revocon w miesięcznym trybie noszenia w kolorze brązowym, o mniejszej średnicy, bo DIA 14,5 (moje Mimi mają 15,00) i o większym uwodnieniu, bo 55%.

Chciałam też spróbować soczewek w szarym kolorze. Początkowo zastanawiałam się nad kolejnymi Mimi tylko że w kolorze szarym (Mimi Sesame Gray), ponieważ do moich zielonych Mimi nie mam żadnych zastrzeżeń jeśli chodzi o kwestie wygody noszenia, ostatecznie jednak postanowiłam wypróbować innego producenta z czystej ciekawości czy okaże się lepszy czy gorszy od soczewek Geo. Wybrałam Hyper Natural Gray z firmy Vassen Color o parametrach: DIA 14,5 i uwodnieniu 45%

Dodatkowo dostałam trzy urocze pojemniczki na soczewki w kształcie: hipcia, słonika i (chyba) świnki ;-)

Wkrótce z pewnością wrzucę jakieś zdjęcia z soczewkami na oczach, bo dzisiaj mi się nie chce :P Dla mnie grudzień to czas bardzo intensywnej pracy, następnie rodzinna wigilia i dwa dni słodkiego lenistwa spędzone w piżamie z książką i filmami oraz na spacerach z psem ;-)









Hyper Natural Gray

Revocon Opal Chocolate

Pojemniczki ;-)

Pojemniczki ;-)

Pojemniczki ;-)

Hyper Natural Gray

Revocon

Na koniec prezent dla miłośniczki gadżetów z Hello Kitty, który dostałam od Mikołaja :D ^_^


Edit: A tutaj link do kolejnego wpisu, gdzie soczewki prezentowane są już >naocznie< ;-) KLIK

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Cynamonowe ciasto z jabłkami i migdałami


Chciałabym podzielić się kolejnym ,,starym jak świat", lecz sprawdzonym przepisem na ciasto, które piekła moja Babcia. Ja pierwszy raz upiekłam je w czasach liceum i od tego czasu piekę je regularnie w okresie świąt. Ciasto jest intensywnie cynamonowe, mokre z duuużą ilością jabłek. Podczas pieczenia pięknie pachnie. Dodatkowego smaczku dodają chrupiące migdały. Jest pyszne zarówno na ciepło (można krótko podgrzać w mikrofali) jak i na zimno.

Składniki:

  • 240g cukru
  • cztery jajka
  • 280g mąki
  • łyżeczka sody
  • dwie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3-4 czubate łyżeczki cynamonu
  • pięć jabłek (około 1 kg)
  • 2/3 szklanki oleju (około 130g)
  • Mała paczka (około 100 g) migdałów (najlepiej kupić już obrane ;-) ) 

Jak to zrobić:

  1. Migdały zalać wrzątkiem i obrać ze skórek (jeśli kupiliśmy w łupinach) i pokroić na mniejsze kawałki. Jabłka obrać i pokroić w dużą kostkę. Odłożyć.
  2. Jajka i cukier zmiksować.
  3. Miksując na średnich obrotach dodawać po trochu przesianą mąkę, proszek do pieczenia, sodę i cynamon. Miksować wszystko do połączenia się składników.
  4. Dodać olej, krótko zmiksować.
  5. Następnie dodać pokrojone w kostkę jabłka i migdały. Już nie miksować tylko wymieszać łyżką.
  6. Tortownicę (u mnie średnica około 26cm) wyłożyć papierem do pieczenia i wyjąć na nią ciasto. Będzie wrażenie, że jest zdecydowanie za dużo jabłek a za mało ciasto, ale w trakcie pieczenia ciasto wyrośnie i wypełni przestrzenie między jabłkami.
  7. Piec w piekarniku nagrzanym do 180C (u mnie termoobieg) około 1h do 1h 10min - do momentu suchego patyczka (u mnie najczęściej jest to godzina i 10-15 minut :-) )





czwartek, 19 grudnia 2013

Azjatycki Duet Ginvera Green Tea: krem na dzień i krem na noc

  Duet kremu na dzień i na noc od Ginvery kupiłam w Asian Store  i używam ich już od dobrych kilku miesięcy więc postanowiłam skrobnąć o nich kilka słów. Oba kremy wsadzone są w solidne szklane słoiczki, jeśli idzie o wydajność dość mocno się od siebie różnią: krem na noc mam już praktycznie na wykończeniu, natomiast kremu na dzień nie zużyłam jeszcze nawet w połowie. A o tym jak ten duet się od siebie różni zapraszam do poczytania poniżej.

Na tym zdjęciu dobrze widać stopień zużycia kremów


Z LEWEJ: krem na noc, Z PRAWEJ: krem na dzień

Z LEWEJ: krem na noc, Z PRAWEJ: krem na dzień

 

 

Ginvera Green Tea Refreshing Brighten Up Day Cream SPF 15. Krem na dzień


Informacja u Sprzedawcy:  
Krem na dzień wzbogacony efektywnie rozjaśniającym ekstraktem z soi. Lekka formuła łatwo absorbowana przez skórę, pozwala utrzymać komfortowy poziom nawilżenia przez cały dzień. Rozświetla cerę, pozostawiając ją promienną i zdrowo wyglądającą. Chroni przed szkodliwym promieniowaniem UV.
Główne składniki aktywne:
Ekstrakt z zielonej herbaty - bogaty w antyoksydanty, chroni komórki skóry przed szkodliwym wpływem wolnych rodników, spowalnia fotostarzenie skóry powodowanie promieniowaniem UV
Puder perłowy - znany z właściwości rozjaśniających i odżywczych, pomaga rozjaśnić plamy pigmentacyjne, stymuluje odnowę komórkową, naturalnie rozświetla
Ekstrakt z pomelo – niezwykle bogaty w witaminę C, neutralizuje wolne rodniki i wyrównuje koloryt

Skład:


Zapach:
Nie wyróżnia się jakoś szczególnie, można powiedzieć, że nie zwraca się na niego uwagi. Jest taki standardowy - o ile można sobie wyobrazić standardowy zapach kremu ;-) Jest lekko świeży, nieprzytłaczający. Zarówno krem na dzień jak i na noc pachną mniej więcej podobnie.

Kolor i konsystencja:
Krem jest intensywnie biały, gęsty i ,,suchy" - kiedy rozciera się go w palcach przychodzi na myśl, że został tam zmiksowany na pyłek jakiś minerał. W składzie poza proszkiem perłowym jest też mika i podejrzewam, że to one przyczyniają się do takiej konsystencji kremu.

Uczucie na skórze:
Początkowo miałam mieszane uczucia podczas rozsmarowywania kremu, bo nie wchłania się szczególnie łatwo, nie ma takiego ,,poślizgu" podczas smarowania z racji wspomnianych wcześniej proszku perłowego, miki i dwutlenku tytanu. Krem nie wchłania się też całkowicie - pozostawia na skórze biały nalot sprawiając, że skóra wydaje się jaśniejsza oraz jednolita pod względem koloru. Wbrew pozorom...podoba mi się to :) Poza tym dzięki zawartości dwutleneku tytanu (Titanium dioxide) składniki kremu tworzą przeciwsłoneczny filtr fizyczny co jest dla mnie dużym plusem tego kremu. Znowu wrócę do moich doświadczeń podczas pobytu w okolicach równika ;-) gdzie stosowałam krem na dzień Ginvery (filtr fizyczny SPF 15) i na to nakładałam krem z filtrem chemicznym (SPF 50) lub krem BB (też SPF 50) i dobrze się to u mnie sprawdziło. (Zamiennie używałam też Effectora VC z It's Skin i na to krem z filtrem chemicznym ale to już tematyka odmiennego wpisu o czym można poczytać TUTAJ (KLIK)

 

 Ginvera Green Tea Repair&Nourish Night Cream. Krem na noc.

 Informacja u Sprzedawcy:
Krem na noc wzbogacony ekstraktami ziołowymi i z soi oraz minerałami. Odnowa komórek skóry jest bardziej aktywna w nocy niż w ciągu dnia. Krem Ginvera został stworzony by dodatkowo stymulować proces odnowy komórkowej podczas nocy. Lekka formuła łatwo absorbowana przez skórę, głęboko nawilża i odżywia cerę. Przy regularnym stosowaniu skóra odzyskuje swój naturalny blask i piękno.
Główne składniki aktywne:
Ekstrakt z zielonej herbaty - bogaty w antyoksydanty, chroni komórki skóry przed szkodliwym wpływem wolnych rodników, spowalnia fotostarzenie skóry powodowanie promieniowaniem UV
Ekstrakt z kolcowoju – poprawia dotlenienie skóry i koloryt
Zeń-szeń – ułatwia odnowę skóry, zapewnia nawilżenie, ożywia ziemistą cerę
 Skład:

Zapach:
Nie wyróżnia się jakoś szczególnie, można powiedzieć, że nie zwraca się na niego uwagi. Jest taki standardowy - o ile można sobie wyobrazić standardowy zapach kremu ;-) Jest taki lekko świeży, nieprzytłaczający. Zarówno krem na dzień jak i na noc pachną mniej więcej podobnie.

Kolor i konsystencja:
W przeciwieństwie do kremu na dzień krem na noc jest dużo bardziej rzadki, ma jasnomleczny półprzeźroczysty kolor. Jest lekki oraz nie jest tłusty.

Uczucie na skórze
Z łatwością się rozsmarowuje (w przeciwieństwie do kremu na dzień posiada ,,poślizg"), wchłania się całkowicie nie pozostawiając białej powłoczki na skórze. Pozostawia uczucie nawilżonej i gładkiej skóry, chociaż muszę przyznać, że chociażby opisywane przeze mnie wcześniej kosmetyki Hada Labo lepiej mnie nawilżały. 

Dla kogo najbardziej polecałabym ten duet:
Myślę, że byłby najlepszy dla osób w wieku około 20-25 lat jako pierwsze kosmetyki mające uchronić skórę przed wolnymi rodnikami i negatywnymi wpływami środowiska.

Czy kupię je ponownie?
Nie jestem pewna, gdybym była w przedziale wiekowym 20-25 uważam że tak, jednak jestem już kilka poprzeczek wyżej i potrzebuję czegoś mocniejszego. Jeśli już zdecydowałabym się na sam krem na dzień, bo chociaż na początku ciężko było mi się do niego przyzwyczaić, to jednak spodobał mi się za filtr fizyczny i rozjaśnianie oraz wyrównywanie kolorytu skóry. Miło wspominam wydarzenie z Indonezji...kiedy miałam posmarowaną twarz tym kremem podeszła do mnie grupka dziewczyn i zapytała czy mogą sobie zrobić ze mną zdjęcie bo...mam taką jasną buzię która im się podoba :D ^-^ (Azjaci - tak inni od Europejczyków ;-) - za to też ich lubię ;-) )

>fejm< dzięki jasnej facjacie nasmarowanej kremem ;-)



I na koniec pewna konsternacja z mojej strony:


Zastanawiam się, jakie jest ostateczne pochodzenie tych kremów (mam tu na myśli gdzie zostały wytworzone).  Według informacji na naklejonej etykiecie w języku polskim kremy pochodzą z Malezji:



ALE...na spodzie opakowania znajduję słowa ,,Made in China". Dodatkowo widnieje informacja, że krem jest na licencji japońskiej.
Wiem że w dzisiejszych czasach przykładowo wiele znanych marek elektronicznych składanych jest tak na prawdę w Chinach, ale czy w takim razie krem na licencji japońskiej rzekomo pochodzący z Malezji tak na prawdę powstał w Chinach?
Tego nie wiem i tu bierze się źródło mojej konsternacji :P








wtorek, 17 grudnia 2013

Przymusowe przenosiny na Google+

 Edit: No dobra, nie czytajcie tekstu poniżej. Cała blogosfera wszczęła alarm, a wszystko wróciło do normy. Pytanie teraz czy była to awaria czy wybadanie reakcji użytkowników na usunięcie widgetu (która jak można się domyśleć nie była zbyt entuzjastyczna ;-) )




Dzisiaj ze wszystkich blogów na Blogerze poznikały okienka z miniaturkami osób obserwujących bloga. Jako że bloga prowadzę od niedawna myślałam, że to jakaś awaria. Okazało się, że to nie awaria o czym dowiedziałam się z bloga Scraperki:

Widget "OBSERWATORZY" zniknął:
"Od 1 lipca 2013 przestaje działać wspierany od 2005 roku Google Reader - czyli czytnik RSS opracowany na zasadach google, z których wielu bloggerów korzysta(ło), a sam kanał RSS został uznany jako przestarzały i używany przez stosunkowo małą liczbę użytkowników"
Zniknął z kilkumiesięcznym opóźnieniem...czyli dzisiaj :->
 
W związku z tym, aby umożliwić śledzenie bloga poprzez jedno kliknięcie należało założyć konto na Google+. Przyznam się, że widziałam tą opcję wcześniej, ale wzbraniałam się przed tym, teraz nie pozostaje mi nic innego.
W prawym górnym rogu na moim blogu znajduje się nowa ikona z Google+ umożliwiająca śledzenie bloga do czego serdecznie zapraszam ;-)

Na koniec mina mojego psa, kiedy dowiedziała się że miniaturowe okienka zniknęły z bloga - z niepowierzenia aż się pomarszczyła (z resztą tak samo jak ja) :-) 



poniedziałek, 16 grudnia 2013

It's Skin: Power 10 Formula VC Effector. Koreański krem wodny z witaminą C

Źródło: http://www.ratzillacosme.com/2011/its-skin-power-10-formula/
Koreańska firma It's Skin oferuje na rynku całą serię lekkich kremów wodnych (inni stosują nazwę serum, zabijcie mnie, ale nie wiem, która jest właściwa, umówmy się, że będę używała nazwy krem wodny i niech mnie ktoś poprawi, jeśli to jednak serum) It's Skin Power 10 Formula Effector o określonym składzie i działaniu dedykowane określonym problemom skórnym, przykładowo: z wyciągiem z drożdży, z propolisem, z koenzymem Q10 i inne.
Najbardziej interesowało mnie It`s Skin Power 10 Formula VC Effector z witaminą C na które się zdecydowałam. Ten rodzaj Effectora zawiera witaminę C i wyciąg z zielonej herbaty. Ma rozświetlać skórę, zwężać pory i ujednolicać koloryt skóry poprzez redukcję przebarwień.
Buteleczka wykonana jest z grubego szkła o żółtym zabarwieniu przez co odnosi się wrażenie, że płyn znajdujący się w środku jest żółty, jednak tak na prawdę posiada lekko biało-mleczne transparentne zabarwienie. Dodatkowo góra butelki zalakowana jest plastikową osłonką. Z boku buteleczka posiada poziome kreseczki mające chyba ułatwiać aplikację i pokazywać obniżający się poziom płynu w środku butelki.
Produkt jest bardzo płynny, przypomina nieco lotion Hada Labo, chociaż jest  odrobinę bardziej gęsty i bardzo minimalnie ciągnący.


Skład (znaleziony w sieci):

Skład: water, butylene glycol, glycerin, polyglutamic acid, PEG-60 hydrogenerated castor oil, ascorbyl tetraisopalmitate, methylparaben, trietholamine, carbomer, camellia sinensis extract, acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer, chlorphenesin, frangrance, disodium EDTA.

Made in Korea

Zapach: bardzo mi się podoba, jest świeży i lekko cytrusowy, ale nie przytłaczający jak np. w olejkach do ciast ;-) Kojarzy mi się odrobinę z zapachem pomelo.

Aplikacja: aplikujemy za pomocą praktycznej pipetki wkrapiając kilka kropli prosto na twarz. W zasadzie na całą buzię wystarczy około 2-3 kropel. 

Efekty i uczucie na skórze: To co bardzo mi się podoba to zaraz po aplikacji uzyskuje się natychmiastowy efekt zdrowej rozświetlonej skóry. Moja skóra dostaje wewnętrznego blasku, staje się zdrowo świetlista, ale nie tłusta. Przez kilkanaście minut po aplikacji na skórze pozostaje uczucie lekko lepiącego się filmu, jednak po czasie zanika. Zmniejszenia porów jakoś szczególnie nie zauważyłam. Za to krem poradził sobie z usunięciem dorodnego piega, którego miałam na nosie jako pamiątkę po czasach kiedy opalałam twarz (od kilku lat już tego nie robię i używam wysokich filtrów, jednak pieg w zimie nieznacznie bladł, a w lecie znowu stawał się widoczny). Teraz nawet równikowe słońce Singapuru nie spowodowało ponownego uwidocznienia się pana piega, a im dłużej używam kremu tym pieg staje się coraz mniej widoczny.

Jak używam: Nie używam produktu codziennie. Czasem aplikuję go rano pod makijaż a czasem wieczorem. Kiedy byłam w Azji, gdzie słońce mocno operowało używałam go codziennie rano pod krem z filtrem. W Polsce częściej stosuję go na noc. Jednak zawsze stosuję na oczyszczoną i posmarowaną tonikiem skórę, czekam aż się wchłonie i w dzień odpowiednio nakładam krem z filtrem albo mleczko Hada Labo, a jeśli stosuję na noc nakładam na to jakiś nawilżający krem na noc. Kiedy nakładałam sam VC na noc, rano miałam uczucie niedostatecznie nawilżonej skóry.

Wydajność: Wprawdzie nie używam produktu codziennie, ale myślę, że jest dość wydajny. Kilka kropelek wystarczy aby nałożyć produkt na całą skórę.

Czy kupię ponownie: Tak! Mało tego, mam ochotę przetestować kilka innych kolorowych buteleczek.