poniedziałek, 7 października 2013

Jedzenie uliczne w Azji

    Kiedy chodził mi po głowie pomysł założenia bloga był to jeden z pierwszych tematów, o którym chciałam napisać. JEDZENIE ULICZNE W AZJI to synonim RAJU DLA OCZU I KUBKÓW SMAKOWYCH ;-)

    Będąc w krajach azjatyckich (a przynajmniej w tych, w których ja miałam przyjemność być) można zjeść śniadanie, obiad, przekąskę, kolację i deser (oraz wszystko to popić czymś pysznym) nie wchodząc do żadnego lokalu ani nawet nie siadając. Wszystko to można zjeść i wypić na ulicy pod gołym niebem, nie zaprzątając sobie głowy takimi banałami jak siadanie (czasem można usiąść - na małych plastikowych taborecikach, ale dużo częściej po prostu bierzemy jedzonko w łapska i idziemy zwiedzać dalej) 

Według poczynionych obserwacji największymi mistrzami ulicznego jedzenia są Tajowie. Oni sami uwielbiają coś pogryzać w drodze z/do pracy/szkoły, częstym widokiem są też uliczne biesiady na chodnikach, trawie, plaży, gdzie nieodłącznym składnikiem spotkań międzyludzkich jest jedzenie.  

Jak sprzedaje się jedzenie na ulicy? 


     Zaczniemy od czegoś lekkiego, w końcu pora na śniadanie, może jakiś owoc? Częstym widokiem są wózeczki z przegrodami  obłożonymi lodem, w których znajdują się świeże owoce. Wybieramy owoc, który chcemy zjeść, a sprzedawca przy nas obiera go, kroi, wkłada do foliowego woreczka (wszystkie azjatyckie foliówki są 10 razy grubsze niż ,,nasze"), dołącza patyczek do nabijania owoców i dodatkowo może zapytać czy chcemy posypkę składającą się z drobno posiekanego, wysuszonego chilli i cukru - pyszna kombinacja: kwaśny owoc(np. zielone mango) ze słodko-ostrą posypką - MNIAM :) 
Wózeczek ze świeżymi owocami, gdzieś na Phuket w Tajlandii



   Chcemy się napić? Żaden problem! Najlepiej pragnienie ugasi sok ze świeżego kokosa. Kokosy często również obkładane są lodem, aby sok był zimny. Są to niedojrzałe kokosy, a ich wnętrze nie zawiera białego mleka kokosowego, lecz właśnie przeźroczysty sok. Dobrze robią, że je schładzają, bo zimne świetnie gaszą pragnienie, posiadają też właściwości izotoniczne. Często możemy dostać małą plastikową łyżeczkę, którą możemy sobie wyskrobać biały miąższ kokosa. Niektórzy sprzedawcy dodatkowo ,,ociosują" maczetą nadmiar skóry kokosa żeby ukształtować go w poręczniejsze do noszenia puchary - taki nieociosany kokos sporo waży. Oczywiście, aby stworzyć sobie dojście do pysznego skoku kokosowego sprzedawca kilkoma sprawnymi ruchami maczety toruje sobie drogę do jego wnętrza ;-)
Świeże kokosy gdzieś na Phuket

Bardziej rozbudowany wózeczek, ale jednak kółeczko wystaje :) (Phuket)

Chłopiec sprzedający kokosy w Bangkoku. Wystarczyły mu dwa ruchy maczetą aby zrobić w kokosie otwór na słomkę. (To zdjęcie wyjaśnia też, dlaczego blog ma w swojej nazwie słowo ,,butterfly" ;-) )

Poręcznie ociosany kokos, dzięki temu jest dużo lżejszy i wygodniej się go nosi



    Nie same kokosy człowiek pije, może się też napić soku ze świeżo wyciśniętych owoców lub trzciny cukrowej, a także kawy mrożonej (niestety nie mam żadnego zdjęcia ze sprzedawcą kawy z wózeczka, ale była oczywiście pyszna :P )
Wózeczek w którym sprzedawano świeżo wyciskany sok z zielonych pomarańczy (tak - wyglądają jak wielkie przerośnięte limonki, ale to pomarańcze ;) )

Sprzedawca soku z trzciny cukrowej


Tutaj nie będzie dokładnego podpisu, bo niestety (jak to często w Azji) nie wiem, co to było :)


   Może teraz coś przekąsimy na lunch? Co powiecie na różne rodzaje mięsnych i rybnych szaszłyczków, które wskazujecie sprzedawcy palcem (znowu jak to w Azji jest to bardzo często ,,zgaduj zgadula, co właściwie wybrałam"), a on przy was ugrilluje je, a przypalone kawałki odetnie nożyczkami - w Azji mięso często kroi się nożyczkami i nikogo to nie dziwi :) Jeśli jesteśmy w Malezji lub Indonezji takie szaszłyczki nazywają się sate (sataj) i są dodatkowo podawane ze świetnym sosem z orzeszków ziemnych.
Wózeczek z szaszłykami, po lewej stronie blatu widać zamontowaną kratkę na której na naszych oczach smażone są wybrane przez nas szaszłyki (Tajlandia)

Bardziej zaawansowane stoisko z szaszłykami na Phuket w Tajlandii

    Pora na obiad! Czas zjeść coś konkretnego - myślę, że komentarz zbędny, a zdjęcia same się obronią :)
Tajska wyżerka

Tajska wyżerka
Smutna kurka w Singapurze
Tutaj miałam problem z określeniem co to było. Wielkie gary gdzieś na Phuket

     Teraz czas na deser. Możemy wybierać z wielu słodkości, gdzie najczęściej bazą jest kokos. Napiszę o moim ukochanym deserze: Sticky rice with yellow mango, czyli klejący ryż z żółtym mango. Ryż jest słodki, klejący, w nieco innym niż biały kolorze (powiedziałabym, że to kolor beżowy) o lekkim kokosowym aromacie. Jest to ryż gotowany kilka godzin w mleku kokosowym. Do tego żółte mango - soczyste, słodkie i rozpływające się w ustach. Całość polana jest słodkim mlekiem kokosowym. Możemy też zjeść coś w stylu pączków z fasolą lub kukurydzą, albo nadziane czymś słodkim przypominającym wiórki karmelu (?) - ciężko mi określić co to było. Można jednak natrafić na pączki nadziane mięsem więc znowu mamy ,,zgaduj zgadulę" :P
Sprzedawca sticky rice with yellow mango. Zwróćcie uwagę, jak wygląda żółte mango i porównajcie z tymi sprzedawanymi w Polsce
Sticky rice with yellow mango and cocnout milk. Tak jak pisałam - ryż ma kolor beżowy
Pączki
Takie pakuneczki z liści bananowca kupione gdzieś w Bangkoku

Prezentują słodką zawartość o konsystencji kokosowego budyniu i z jakimś elementem do żucia (nie wiem co to mogło być, podejrzewam jakiś kandyzowane owoc albo może owoc tamaryndowca)

Coś jakby kokosowe placuszki (Pattaya, Tajlandia)

KLEPON (deser z Indonezji) coś o konsystencji kluseczek ze słodkim wnętrzem, po rozgryzieniu wypływa słodki sok


KLEPON w formie jajeczek sprzedawany na ulicy w tutce z liści bananowca obtoczony w świeżych wiórkach kokosowych (Bali, Indonezja)

Kolejny deser z Indonezji, niestety nie znam nazwy a i w smaku był taki sobie
Kolejny deser z Indonezji, niestety nie znam nazwy a i w smaku był taki sobie, takie gumiaste jedzonko bez żadnego intensywniejszego smaku otoczone w wiórkach kokosa

Nie jestem pewna, czy to to samo, bo próbowałam coś podobnego na innym stoisku. Było to coś przypominające biszktopt z różnymi słodkimi dodatkami jak czarna fasola, kukurydza czy kokos (Pattaya, Tajlandia)

 Czas na podwieczorek. Może kolba świeżo ugrillowanej kukurydzy?
Sprzedawca kukurydzy na plaży (Phuket)

    A teraz przekąska dla PRAWDZIWYCH SMAKOSZY. Smażone owady. Wskazujemy wybrane przez nas owady. Do wyboru mamy świerszcze, robaki siedzące w drzewach, robaki których nazwy nie znam, ale także skorpiony i małe żabki. Polewane są one mieszanką sosu sojowego i przypraw, a następnie wsadzane na moment do wrzącego oleju. 


Filmik prezentujący nasze testowanie pełzających przysmaków :) Cóż...żabka była smaczna - jak takie chrupiące chipsy. Owady nie posmakowały. Ten siedzący w drzewie miał smak trocin. A świerszcz miał w środku takie gorzkie chrupiące jajeczka :/

video
                                           Podkład muzyczny: Muse - Supermassive Black Hole

   Kolację proponuję zjeść na słodko żeby zagryźć smak tych owadów. Może naleśniki? Nazywają się roti. Można je kupić m.in. w Tajlandii, Kambodży, Malezji, Indonezji i Singapurze (chociaż tam miałam okazję jeść je w nieco bardziej wytrawnej wersji, bo podane z sosem curry do maczania). Znane są jednak w całej Azji, w różnych wariacjach (więcej można sobie poczytać tutaj )
   Opiszę te w mojej ulubionej wersji na słodko. Pomimo że mówimy na nie >naleśniki< ciasto wcale nie ma płynnej konsystencji lecz porcje ciasta uformowane są w kształt małych kuleczek. Sprzedawca bierze kuleczkę ciasta i rękoma wyrabia ją w cienki duży, okrągły placek. Przypomina to formowanie ciasta na pizzę. Potem bierze banana i z zawrotną prędkością kroi go na małe plasterki, może też wbić dodatkowo jajko (chociaż ja zawsze proszę w wersji >no egg inside< ;] bo bardziej mi smakują), potem zawija boki ciasta w kopertę i smaży. Usmażone kroi i w wersji >Tak jak lubię< smaruje je Nutellą i polewa słodkim skondensowanym mlekiem. Może też być polewa, lub czekoladowa posypka, ale z Nutellą były najlepsze. Zamiast bananów we wnętrzu roti może znaleźć się ananas, mango, czy płaty miąższu świeżego kokosa. Najpopularniejsze (i według mnie najsmaczniejsze) są te z bananami. 
Oczywiście roti sprzedawane są także >z wózeczka< , gdzie sprzedawca ma podłączoną butlę gazową, a na metalowym blacie zainstalowane jest coś na kształt wielkiej patelni. 
Zobaczcie sami:
video
                             Podkład muzyczny: Calvin Harris - I'm not alone

Wyrabianie ciasta na roti

Z małej kuleczki uzyskujemy duży cienki placek

Wkrawanie banana

Chcesz zjeść to sobie usmaż! :)

Roti na Bali w Indonezji


   Na koniec warto wspomnieć, że w wersji bardziej mobilnej wózeczek przyczepiony jest do boku motoru i sprzedawca może sobie jeździć w poszukiwaniu potencjalnych skupisk klientów ;-) Często wyposażony jest też w trąbkę lub piszczawkę (piszczy jak gumowe zabawki dla psów :) ) dzięki czemu daje dźwiękowe sygnały oznajmiające ,,Halo, halo wiozę coś pysznego do jedzenia, może ktoś jest głodny?"
Mobilne jedzonko w Patong na Phuket
Mobilne jedzonko w Kambodży
 
Mam nadzieję, że się podobało... :-) i ktoś zdążył zgłodnieć.












5 komentarzy:

  1. az dostałem slinotoku

    OdpowiedzUsuń
  2. Pychotka :-) szczególnie ryż z mango ."zupka w wielkim garze przypomina flaczki.Skoro moźna spotkać tam golonkę :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się czy to nie są może jakieś krążki kalmarów(?) Ale golonka faktycznie też była ;-) - nawet mam ją na jakimś innym ujęciu na zdjęciu - stała właśnie obok tego flaczko-kalmaro gara :D

      Usuń
  3. Strasznie podobają mi się zdjęcia. Zwłaszcza jedzenia, chciałabym mieć możliwość spróbowania takich egzotycznych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń