piątek, 22 listopada 2013

Moje podróżne zestawy awaryjne TAG. W odpowiedzi na TAG Kawaii Maniac

 Zostałam otagowana przez Kawaii Maniac w okolicznościach poniżej wyjaśnionych: :P

,,Teraz the fun part! Jeśli to czytacie to taguję was :P Napiszcie proszę u siebie, co jest waszym zestawem awaryjnym i co zabieracie ze sobą na krótkie wyjazdy oraz jakie macie patenty kosmetyczne, by zabierać ze sobą jak najmniej mazideł! Nie, serio - sprawdzę, czy napisałyście taga! Konsekwencje będą straszne! I koniecznie otagujcie więcej osób, żebym miała co czytać :)"

 Jednak jako że moim hobby jest także gotowanie, a jak to się mówi każdy kucharz lubi dodać coś od siebie ^_^ postanowiłam zmodyfikować mój wpis o zestawie awaryjnym i podzielić go na podkategorie, w zależności od tego gdzie będę z niego korzystała, tworząc zestaw produktów >must have< do samolotu, na krótkie oraz na długie wyjazdy:

1) Do samolotu:

     Kiedyś chciałam wyglądać w samolocie >>ładnie<< co sprawdzało się w lotach trwających max 5 godzin, jednak w momencie kiedy szukam lotów w wersji jak najtańszej są tą najczęściej loty kombinowane z przesiadkami i kilkugodzinnym koczowaniem na lotnisku, a nikt nie będzie ładnie wyglądał po kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu godzinach spędzonych z makijażem na twarzy, który i tak zdąży się już zetrzeć, a zrobi tylko szkody w postaci pozapychanych porów i przesuszonej skóry. Dlatego mój zestaw awaryjny do samolotu zawiera w sobie:

  • chusteczki do demakijażu - kiedy zbliża się się już dla mnie >pora spania<  (całe szczęście nie mam żadnych problemów ze spaniem w jakichkolwiek środkach komunikacji, w porównaniu do mojego biednego Męża) zawsze pilnuję, żeby wszystko z siebie zmyć i nie straszyć na lotnisku celników opuchniętą i pozapychaną twarzą (jeszcze się przestraszą i mnie nie wpuszczą i będzie dramat ;-) ) Lubię się też nimi pocierać po karku, po ramionach i przedramionach - dają uczucie odświeżenia, a można poczuć się naprawdę zapyziałym po kilkudziesięciu  godzinach w samolotach i na lotniskach
  • krem Nivea - absolutny klasyk o wielofunkcyjnych właściwościach, którego na co dzień w ogóle nie używam, ale w samolocie to dla mnie >must have< .Po zmyciu makijażu smaruję nim całą twarz, ręce, usta, jeśli pod oczami zostają mi ciężkie do zmycia krechy nakładam ociupinkę na chusteczkę do demakijażu i delikatnie przecieram. Zastępuje mi więc krem do twarzy, krem do rąk, balsam do ust i pomaga przy demakijażu.
  • czarna kredka do oczu - gdy już dolecę na miejsce ostatecznej destynacji jak większość ludzi pierwsze kroki kieruję do łazienki, gdzie jako tako staram się doprowadzić do porządku ;) Czarną kredką obrysowywuję dolną i górną powiekę oraz zagęszczam brwi rysując nią drobne kreseczki pomiędzy włoskami (chociaż najczęściej przed wyjazdem robię hennę więc brwi są ładnie przyciemnione)

2) Na krótkie wyjazdy:

  • krem BB (Lioele Super Gold Snail BB Cream). Tak jak już pisałam na blogu jestem w nim   absolutnie zakochana za jego wielofnkcyjność.
  • róż Bourjois z dołączonym pędzelkiem. Na co dzień do malowania używam pędzli, ale gdy wyjazd jest krótki, a zależy mi na miejscu w kosmetyczce maluję się za pomocą dołączonych pędzelków. Bardzo lubię ten róż za to, że jest tak mocno wypieczony, a nie sprasowany przez co trudniej aby się ukruszył i rozsypał gdzieś w czeluściach torebki.
  • jasny perłowy cień z dołączoną pacynką - sytuacja taka sama jak w przypadku różu - na co dzień do malowania używam pędzli, ale gdy wyjazd jest krótki, a zależy mi na miejscu w kosmetyczce maluję się za pomocą pacynki. Cieniem rozświetlam też łuki brwiowe, kilka razy po grubszych imprezach stosowałam go też jako rozświetlacz do policzków wklepując delikatnie opuszkami palców w okolice kości policzkowej.
  • czarna kredka do oczu - służy mi do obrysowania całego oka, maluję nią kreskę na linii wodnej oraz kreskę na górnej powiece, a także przyciemniam brwi rysując wśród włosków brwi drobne kreseczki.
  • tusz do rzęs - wiadomo jakie jest jego główne przeznaczenie, ale używam go także do przyczesania i ułożenia brwi.


3) Na dłuższe wyprawy eksplorować Azję ;-) (lub resztę globu :P ^_^ ) 
 To produkty, które używam (lub nie) w zależności od sytuacji i od miejsca w którym aktualnie jestem, ale to najprostszy zestaw pt. ,,Wiem, że znajdziemy się w miejscu, w którym chcę być uwieczniona na zdjęciu i wyglądać jak człowiek" :-)

  • Krem BB (Lioele Super Gold Snail BB Cream) / lub krem Ginvera green tea na dzień i na to krem do twarzy z filtrem SPF 50-ważne żebym miała ochronę przeciwsłoneczną. Krem BB, który wymieniłam posiada filtr SPF 50, natomiast krem Ginvera  (z tego co wywnioskowałam ze składu i z wrażeń przy używaniu kremu) posiada filtr fizyczny, co stanowi dla mnie plus, jednak jest on trochę mały (SPF 15), dlatego dowalam na niego krem z większym filtrem
  • Eye liner Maybelline Eye Studio Lasting Drama Gel Eyeliner z pędzelkiemm Inglot nr 31T. Mogę wyczarować nim różnej grubości krechy, jest bardzo trwały i nadaje się także do rysowania kreski na linii wodnej (chociaż wolę robić to kredką, bo jak ręka mi zadrży i pacnę się pędzlem w oko to drobinki eye linera uwielbiają osadzać się na soczewce drażniąc oko i bardzo ciężko jest je potem usunąć)
  • Czarna kredka do oczu. Od wielu lat jestem stała w uczuciach i męczę wysuwaną Colour Proof Definer od Margaret Astor. Wolę wysuwane kredki, bo nie muszę zabierać temperówki.
  • Bronzer - zwykle wybieram bronzer, bo gdy jest gorąco, a ja biegam z wypiekami na twarzy po świątyniach i grobowcach moje policzki i tak naturalnie się rumienią ;-) a bronzer daje mi złudzenie delikatnego muśnięcia opalenizną
  • Nivea Fruity Shine Strawberry lub Pink Guava - przesuszają mi się usta, a to jest produkt, który je nawilża i nadaje im ładnego naturalnego kolorytu
  • Zwykle jeszcze zabieram ze sobą beżowy matowy cień oraz matowy cień brązowy, które używam, gdy mam biegać po jakichś większych lub bardziej cywilizowanych metropoliach. Nakładam je ,,standardowo"-beżowy na część ruchomą powieki, brązowy w załamanie. Brązowy cień służy mi też wtedy do konturowania brwi. Gdy jest gorąco wolę cienie matowe, bo w perłowych mam wrażenie, że wyglądam, jakby ,,spociły mi się oczy" ^_^
  • Tusz to rzęs - zabieram, ale rzadko kiedy używam, bo boję się, że przy dużej wilgotności cały się porozpływa, najczęściej przed wyjazdem robię hennę rzęs żeby je przyciemnić, a moje naturalne rzęsy są i tak w miarę długie.
     




2 komentarze:

  1. Łoo najlepszy jest ten zestaw małego odkrywcy XD Ja na jakieś dłuższe wyjazdy na pewno bym spakowała tonę niepotrzebnych rzeczy! Nice! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo szeroko uśmiechnęłam się przy terminologii >Zestaw małego odkrywcy< XD Kiedyś też tak miałam, że zabierałam masę niepotrzebnych rzeczy, których po pierwsze zupełnie nie używałam, a po drugie musiałam je dźwigać, więc potem wytresowałam samą siebie karceniem LEŻEĆ! (jako rozwinięcie stwierdzenia: ,,zostaw to, niech leży w szufladzie, bo i tak nie będziesz z tego korzystać ;-) ) Ale wcześniej w swym geniuszu przy wyjazdach nad morze wzięłam dwa razy prostownicę do włosów z której ani razu nie korzystałam, bo za każdym razem mi się nie chciało, a w zasadzie to na wszelkich wyjazdach i tak przez 80% czasu noszę związane włosy :>

      Usuń