czwartek, 19 grudnia 2013

Azjatycki Duet Ginvera Green Tea: krem na dzień i krem na noc

  Duet kremu na dzień i na noc od Ginvery kupiłam w Asian Store  i używam ich już od dobrych kilku miesięcy więc postanowiłam skrobnąć o nich kilka słów. Oba kremy wsadzone są w solidne szklane słoiczki, jeśli idzie o wydajność dość mocno się od siebie różnią: krem na noc mam już praktycznie na wykończeniu, natomiast kremu na dzień nie zużyłam jeszcze nawet w połowie. A o tym jak ten duet się od siebie różni zapraszam do poczytania poniżej.

Na tym zdjęciu dobrze widać stopień zużycia kremów


Z LEWEJ: krem na noc, Z PRAWEJ: krem na dzień

Z LEWEJ: krem na noc, Z PRAWEJ: krem na dzień

 

 

Ginvera Green Tea Refreshing Brighten Up Day Cream SPF 15. Krem na dzień


Informacja u Sprzedawcy:  
Krem na dzień wzbogacony efektywnie rozjaśniającym ekstraktem z soi. Lekka formuła łatwo absorbowana przez skórę, pozwala utrzymać komfortowy poziom nawilżenia przez cały dzień. Rozświetla cerę, pozostawiając ją promienną i zdrowo wyglądającą. Chroni przed szkodliwym promieniowaniem UV.
Główne składniki aktywne:
Ekstrakt z zielonej herbaty - bogaty w antyoksydanty, chroni komórki skóry przed szkodliwym wpływem wolnych rodników, spowalnia fotostarzenie skóry powodowanie promieniowaniem UV
Puder perłowy - znany z właściwości rozjaśniających i odżywczych, pomaga rozjaśnić plamy pigmentacyjne, stymuluje odnowę komórkową, naturalnie rozświetla
Ekstrakt z pomelo – niezwykle bogaty w witaminę C, neutralizuje wolne rodniki i wyrównuje koloryt

Skład:


Zapach:
Nie wyróżnia się jakoś szczególnie, można powiedzieć, że nie zwraca się na niego uwagi. Jest taki standardowy - o ile można sobie wyobrazić standardowy zapach kremu ;-) Jest lekko świeży, nieprzytłaczający. Zarówno krem na dzień jak i na noc pachną mniej więcej podobnie.

Kolor i konsystencja:
Krem jest intensywnie biały, gęsty i ,,suchy" - kiedy rozciera się go w palcach przychodzi na myśl, że został tam zmiksowany na pyłek jakiś minerał. W składzie poza proszkiem perłowym jest też mika i podejrzewam, że to one przyczyniają się do takiej konsystencji kremu.

Uczucie na skórze:
Początkowo miałam mieszane uczucia podczas rozsmarowywania kremu, bo nie wchłania się szczególnie łatwo, nie ma takiego ,,poślizgu" podczas smarowania z racji wspomnianych wcześniej proszku perłowego, miki i dwutlenku tytanu. Krem nie wchłania się też całkowicie - pozostawia na skórze biały nalot sprawiając, że skóra wydaje się jaśniejsza oraz jednolita pod względem koloru. Wbrew pozorom...podoba mi się to :) Poza tym dzięki zawartości dwutleneku tytanu (Titanium dioxide) składniki kremu tworzą przeciwsłoneczny filtr fizyczny co jest dla mnie dużym plusem tego kremu. Znowu wrócę do moich doświadczeń podczas pobytu w okolicach równika ;-) gdzie stosowałam krem na dzień Ginvery (filtr fizyczny SPF 15) i na to nakładałam krem z filtrem chemicznym (SPF 50) lub krem BB (też SPF 50) i dobrze się to u mnie sprawdziło. (Zamiennie używałam też Effectora VC z It's Skin i na to krem z filtrem chemicznym ale to już tematyka odmiennego wpisu o czym można poczytać TUTAJ (KLIK)

 

 Ginvera Green Tea Repair&Nourish Night Cream. Krem na noc.

 Informacja u Sprzedawcy:
Krem na noc wzbogacony ekstraktami ziołowymi i z soi oraz minerałami. Odnowa komórek skóry jest bardziej aktywna w nocy niż w ciągu dnia. Krem Ginvera został stworzony by dodatkowo stymulować proces odnowy komórkowej podczas nocy. Lekka formuła łatwo absorbowana przez skórę, głęboko nawilża i odżywia cerę. Przy regularnym stosowaniu skóra odzyskuje swój naturalny blask i piękno.
Główne składniki aktywne:
Ekstrakt z zielonej herbaty - bogaty w antyoksydanty, chroni komórki skóry przed szkodliwym wpływem wolnych rodników, spowalnia fotostarzenie skóry powodowanie promieniowaniem UV
Ekstrakt z kolcowoju – poprawia dotlenienie skóry i koloryt
Zeń-szeń – ułatwia odnowę skóry, zapewnia nawilżenie, ożywia ziemistą cerę
 Skład:

Zapach:
Nie wyróżnia się jakoś szczególnie, można powiedzieć, że nie zwraca się na niego uwagi. Jest taki standardowy - o ile można sobie wyobrazić standardowy zapach kremu ;-) Jest taki lekko świeży, nieprzytłaczający. Zarówno krem na dzień jak i na noc pachną mniej więcej podobnie.

Kolor i konsystencja:
W przeciwieństwie do kremu na dzień krem na noc jest dużo bardziej rzadki, ma jasnomleczny półprzeźroczysty kolor. Jest lekki oraz nie jest tłusty.

Uczucie na skórze
Z łatwością się rozsmarowuje (w przeciwieństwie do kremu na dzień posiada ,,poślizg"), wchłania się całkowicie nie pozostawiając białej powłoczki na skórze. Pozostawia uczucie nawilżonej i gładkiej skóry, chociaż muszę przyznać, że chociażby opisywane przeze mnie wcześniej kosmetyki Hada Labo lepiej mnie nawilżały. 

Dla kogo najbardziej polecałabym ten duet:
Myślę, że byłby najlepszy dla osób w wieku około 20-25 lat jako pierwsze kosmetyki mające uchronić skórę przed wolnymi rodnikami i negatywnymi wpływami środowiska.

Czy kupię je ponownie?
Nie jestem pewna, gdybym była w przedziale wiekowym 20-25 uważam że tak, jednak jestem już kilka poprzeczek wyżej i potrzebuję czegoś mocniejszego. Jeśli już zdecydowałabym się na sam krem na dzień, bo chociaż na początku ciężko było mi się do niego przyzwyczaić, to jednak spodobał mi się za filtr fizyczny i rozjaśnianie oraz wyrównywanie kolorytu skóry. Miło wspominam wydarzenie z Indonezji...kiedy miałam posmarowaną twarz tym kremem podeszła do mnie grupka dziewczyn i zapytała czy mogą sobie zrobić ze mną zdjęcie bo...mam taką jasną buzię która im się podoba :D ^-^ (Azjaci - tak inni od Europejczyków ;-) - za to też ich lubię ;-) )

>fejm< dzięki jasnej facjacie nasmarowanej kremem ;-)



I na koniec pewna konsternacja z mojej strony:


Zastanawiam się, jakie jest ostateczne pochodzenie tych kremów (mam tu na myśli gdzie zostały wytworzone).  Według informacji na naklejonej etykiecie w języku polskim kremy pochodzą z Malezji:



ALE...na spodzie opakowania znajduję słowa ,,Made in China". Dodatkowo widnieje informacja, że krem jest na licencji japońskiej.
Wiem że w dzisiejszych czasach przykładowo wiele znanych marek elektronicznych składanych jest tak na prawdę w Chinach, ale czy w takim razie krem na licencji japońskiej rzekomo pochodzący z Malezji tak na prawdę powstał w Chinach?
Tego nie wiem i tu bierze się źródło mojej konsternacji :P








5 komentarzy:

  1. Dziwne, że krem na noc jest lżejszy, niż ten na dzień. Chętnie bym się skusiła na jeden z nich, bo jestem właśnie w przedziale 20 - 25 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak ;-) Sama się zdziwiłam, kiedy pierwszy raz odkręciłam słoiczki. Nawet widać różnicę w konsystencji na zdjęciach :)

      Usuń
  2. Ja co prawda jestem <25, ale pod oczy dla przykładu stosuję już coraz częściej kosmetyki 30 lub nawet 40+ - mam straszne kreski(nie zmarszczki!;) ) pod nimi. Co do samej Ginvery to jakoś nigdy nie byłam szczególnie do tej marki przekonana i nie miałam nic spod jej szyldu.
    Nie mogę doczekać się mojego prezentu gwiazdkowego, bo zamówiłam sobie u Mikołaja zestaw komsetyków z Caudalie- wreszcie sprawdzę na sobie, czy faktycznie są takie rewelacyjne ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też się robią takie krechy podczas śmiania się, a jako że skóra w tych okolicach mi się przesusza to nie chcę się w tych rejonach dorobić szybko zmarchów :> Słyszałam o Caudalie :) - super :) - skrobnij o nich jakąś recenzję to może i ja się skuszę :)
    PS. Przyszła już niespodziewanka od Ciebie! :D Dziękuję! Wszystko strasznie mi się podoba, już dzisiaj walnę sobie maskę po pracy :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Caudalie się już tyle nasłuchałam- że albo dołącze do grona dzikich wielbicielek, albo napiszę pełną żalu i frustracji recenzję ;)

      Cieszę się, że ten mini-prezent przypadł Ci do gustu :*

      Usuń