sobota, 4 stycznia 2014

Bali. W poszukiwaniu raju (?)

Zakładam, że kiedy większość z nas wyobraża sobie, jak może wyglądać Bali, ma przed oczami mniej więcej taki widok:

Źródła: (z lewej) http://www.softpedia.com/progScreenshots/Tropic-Paradise-Animated-Screensaver-Screenshot-96888.html, z prawej: http://easyr17.wordpress.com/



   Ja też znajdowałam się w tej grupie. Lecąc na Bali wyobrażaliśmy sobie rajskie plaże, uduchowionych Balijczyków i dziką naturę. Jednak kiedy znaleźliśmy się na wyspie okazało się, że te wyobrażenia trzeba zrewidować, a takie widoki znaleźć można szybciej i łatwiej na Dominikanie, Malediwach czy na niektórych tajskich wysepkach. 

     Nie twierdzę, że pięknych miejsc na Bali nie ma, jednak trzeba ich trochę poszukać i tym piękniej jest, im bardziej oddalamy się od miejsc turystycznych, które zostały bezlitośnie skomercjalizowane.
Co do samej turystyki - niestety - jest błogosławieństwem i przekleństwem zarazem. Z jednej strony gdyby nie ona o wielu pięknych miejscach po prostu byśmy nie wiedzieli, trzeba by było być bardziej wykwalifikowanym backpackerem i podróżnikiem, aby poruszać się na drogach, których nie ma i spać w miejscach nie zawsze przeznaczonych do spania. Turystyka ułatwia poruszanie się i znalezienie noclegów we wszystkich opcjach i wariantach, ogólnie pomaga w dotarciu do obranego celu. Z drugiej jednak strony niszczy wszystko, co spotka na swoje drodze, depcze, śmieci, zatłacza, pozbawia autentyczności.
A dla mnie o autentyczność tu chodzi.
     Nie jestem osobą, dla której słowa ,,fajne wakacje" to synonim dla słów takich jak: ,,all inclusive", ,,hotel minimum 4*, ,,drinki nad basenem", ,,pływanie w basenie, bo w morzu jest brudno" czy ,,było fajnie, bo dawali pizzę i hamburgery". Nie. Właściwie to nawet nigdy nie byłam na wakacjach z opcją All Inclusive, a odkąd zaczęliśmy podróżować na własną rękę jeszcze bardziej cieszy nas próbowanie wszystkiego, co lokalne. Ogromną satysfakcję sprawia docieranie do celu na własną rękę, cieszy kontakt z lokalnymi ludźmi, radość sprawia nieśpieszne poznawanie wszystkiego we własnym rytmie i przede wszystkim cieszy lokalne jedzenie kupowane w garkuchniach prowadzonych przez całe rodziny, jedzone przy prowizorycznie zbitych małych stoliczkach z europejskim zadkiem usadowionym na małym plastikowym taboreciku. 

I tu dochodzimy do rozdźwięku, jaki pojawia się na Bali.

     Najgorsze obrazki zobaczyliśmy w Kucie i Legianie którym prywatnie nadaliśmy nazwę Siedlisko Zła. Mekka turystyki, całkowite zatracenie w tym, co kiedyś przyciągało turystów. Szukasz lokalnej kuchni? Tam jej na pewno nie znajdziesz, za to znajdziesz niemieckie wursty, włoską trattorię, restaurację szwajcarską (!), mnóstwo barów z hamburgerami i pizzerie. Znajdziesz masę sklepików w większości z tandetnymi chińskimi pamiątkami po nieadekwatnych cenach. Lokalni ludzie? Tak - cwaniaczki, którym gdy cię widzą zapalają się w oczach dolary takie jak w kreskówkach i którzy próbują cię oszukać. Plaża? No plaża jest, ale nie taka jak sobie wyobrażasz. Jest totalnie przeludniona, ma nijaki piasek i nijaki kolor wody. Za to jest na niej także mnóstwo surferów, którym można porobić zdjęcia i to jest dla mnie pewien plus, bo zdjęcia wyszły rzeczywiście fajne ;-)
   Na szczęście to prawdziwe Bali, które chcieliśmy zobaczyć wciąż gdzieś tam było, tylko trzeba było go poszukać. Bali z piękną naturą, z drogami które prowadzą przez maleńkie wioseczki, gdzie lokalni mieszkańcy są serdeczni, a my jako ,,biali" ludzie byliśmy dla nich taką samą atrakcją jaką oni dla nas (przepraszam za takie sformułowanie). Zjeździliśmy po wyspie w sumie 1000km. 

    Okazało się że najlepiej na Bali jest się albo zgubić albo jeździć jak najbardziej bocznymi dróżkami, gdzie nie dojeżdżają klimatyzowane busy z turystami, którzy wykupili wycieczki po zatrważających cenach. Wtedy można napotkać wioseczki, gdzie na ,,białych" ludzi patrzy się z otwartą buzią, gdzie staruszek u którego kupowaliśmy paliwo w butelce do skuterka przyniósł nam pokazać swoją malutką wnuczkę (lub prawnuczkę ;) ), gdzie nikt nie mówi po angielsku, ale można dogadać się na migi i gdzie w lokalnej garkuchni dziewczyny sprzedające nam Babi Guling (balijski bardzo specyficznie pieczony prosiak) rumieniły się i chichotały na widok pary białasów, która postanowiła się zatrzymać i zjeść u nich. W małych miasteczkach widzieliśmy przystrojone świątynie, świąteczne orszaki - tam turyści nie mają prawa wstępu. Widzieliśmy piękną roślinność, intensywnie zielone pola i tarasy ryżowe, wielkie jaszczury wygrzewające się na poboczach drogi i wszechobecne małpy. Widzieliśmy dwa wulkany (chociaż kiedy zabraliśmy się za robienie zdjęć przysłoniły je chmury). Odwiedziliśmy też bardziej turystyczne miejsca z racji mojego zamiłowania do odwiedzania świątyń, a tylko do takich bardziej komercyjnych wpuszczani byli turyści. Udało nam się też skosztować balijskiej kuchni o której planuję napisać w przyszłości. Znaleźliśmy Bali z naszych wyobrażeń i tak chciałabym je zapamiętać. 

Poniżej mozaika zdjęć podzielona tematycznie:


Plaże:


Butterfly-Flits... :-)




 
Klify w Uluwatu:






Surferzy w Kucie:





Tarasy ryżowe w Ubud:






Pola ryżowe gdzieś na Bali:



Małpki. Z małpkami wiąże się zabawna historia. Jedna z nich skoczyła mi na torbę, uwiesiła się na niej i złapała zębami przyczepiony do niej breloczek aż w końcu go oderwała i...zjadła. Breloczek został przeze mnie kupiony podczas pobytu w Tajlandii i podobno został zrobiony przez dzieci na Filipinach. Breloczek wrócił ze mną do Polski, a następnie poleciał do Singapuru i stamtąd na Bali, gdzie ostatecznie zakończył życie w paszczy małpy. Życie pisze zaskakujące scenariusze nawet dla takich breloczków ;-)


Tu małpa konsumuje właśnie mój breloczek



Oooo mniom mniom małpa udaje, że jest chomikiem

Widoki:






 

Okolice świątyni Pura Tanah Lot:




Widoki z dróg po których jeździliśmy wypożyczonym skuterkiem (głównym środkiem transportu na Bali i w całej Azji) Jeśli chodzi o sam ruch drogowy to jest on lewostronny i tak jak w większości krajów azjatyckich jest szaleńczy, z najważniejszą zasadą: większy ma pierwszeństwo, a poza nią...to nie ma żadnych zasad i trzeba mieć oczy dookoła głowy :D Warto mieć wyrobione międzynarodowe prawo jazdy, bo policja szuka pretekstu do wzięcia łapówki. Przeszliśmy jedną kontrolę policyjną, wszystkie papiery były, kaski też (w Tajlandii za brak kasku dostaliśmy mandat i teraz się pilnujemy :P ) więc pan policjant tylko spytał, gdzie jedziemy i puścił nas wolno :-)











Świątynia Pura Besakich położona u stóp wulkanu Agung. Mieszkańcy bardzo się go boją. Trwało akurat święto - na zdjęciach można zobaczyć Balijczyków ubranych w świąteczne sarongi, którzy noszą przeróżne dary dla bóstw. Podejrzewam, że ma to też na celu ułaskawienie duchów mieszkających w wulkanie. Te charakterystyczne wrota na szczycie schodów symbolizują rozszczepienie świata na pierwiastek męski i kobiecy. Podobno Balijczycy wieżą, że dwa wulkany znajdujące się na Bali - Agung i Batur symbolizują pierwiastek żeński i męski (nie pamiętam tylko, który jest który - wybaczcie)






 Świątynia Danau Beratan położona nad świętym jeziorem Bratan:





Święty Małpi Las. To tu grasuje banda świętych makaków kradnących (byłam świadkiem tego wszystkiego) okulary przeciwsłoneczne, telefony komórkowe, okulary korygujące wzrok (biedny ten Japończyk :/), kolczyki i breloczki (ten został mnie  skradziony :P)






Świątynia Taman Ayun w Mengwi:







Świątynia Goah Gaja:




W najbliższym wpisie postaram się opisać, co ciekawego można zjeść na Bali.








15 komentarzy:

  1. Podziwiam was za to,że nie boicie się podróży po obcym kraju na własną rękę, ja to najpewniej gdybym miała wybrać się w taką podróż to tylko z biurem podróży, ale chyba i z wycieczką zorganizowaną da się coś zobaczyć. Co do Balii. Ulubione miejsce wypoczynku naszych wszystkich zachodnich rodaków. Zdjęcia, które pokazałaś są przepiękne, ale myślę, że można zobaczyć podobne widoki nawet z wycieczką tylko w innym miejscu. Azja jest piękna bo jest nadal "dziewicza" więc trzeba z niej korzystać póki jeszcze można. Przechodziliście jakieś dodatkowe szczepienia związane z podróżami do Azji? Jakie planujecie następne podróże?

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam was za to,że nie boicie się podróży po obcym kraju na własną rękę, ja to najpewniej gdybym miała wybrać się w taką podróż to tylko z biurem podróży, ale chyba i z wycieczką zorganizowaną da się coś zobaczyć. Co do Balii. Ulubione miejsce wypoczynku naszych wszystkich zachodnich rodaków. Zdjęcia, które pokazałaś są przepiękne, ale myślę, że można zobaczyć podobne widoki nawet z wycieczką tylko w innym miejscu. Azja jest piękna bo jest nadal "dziewicza" więc trzeba z niej korzystać póki jeszcze można. Przechodziliście jakieś dodatkowe szczepienia związane z podróżami do Azji? Jakie planujecie następne podróże?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że da się coś zobaczyć, nie twierdze, że nie :) Tylko ma się wtedy wszystko od punktu A do punktu C z zatrzymaniem się w punkcie B na obiad i pokaz tańca oraz z przedstawieniem konkretnych przedziałów godzinowych ,,co robimy o której godzinie". A nam często wielką frajdę sprawia gonienie króliczka niż złapanie go ;-) Kiedy z punktu A do punktu C docieramy poprzez punkty D,E,F,G,H i dzięki temu mamy okazję je zobaczyć, robimy to we własnym tempie, bez pośpiechu, bez żadnych ram czasowych. Jedyną ramą jest dzień przylotu i odlotu z danego miejsca ;-) Pomijając kwestie, że podróże na własną rękę sprawiają nam więcej frajdy są też dużo tańsze. Jeśli chodzi o następne destynacje to uzależniamy je od cen biletów w promocjach ;D Chcielibyśmy zobaczyć praktycznie całą Azją Południowo-Wschodnią więc jest nam wszystko jedno, co będzie najpierw ;-)

      Usuń
  3. Ja będąc na Bali 4 lata temu wróciłam zachwycona tym krajem i ludźmi,ich uduchowieniem i nie komercjalizmem.Niestety nie mam odwagi jak Wy jechać na własną rękę,dostałam się tam z biurem podróży.Hotel był piękny rozległy ,z przepiękną roślinnością i wszechobecnymi bożkami/gdzie specjalnie do tego zatrudniona osoba składała dary kilka razy dzienni :)/,własną świątynią.Oddalony od Kuty więc nie mieliśmy kontaktu z naciągaczami.
    Na wycieczce również zorganizowanej mieliśmy możliwość zobaczenia wielu miejsc,które widziałam na blogu /są to najpiękniejsze miejsca i niezależnie czy indywidualnie czy w wersji zorganizowanej trzeba zobaczyć :)
    Bali to miejsce jako jedno z nielicznych do ,którego chciała bym wrócić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie to nic nie straciliście nie widząc Kuty ;-) ,,Przypadkiem" wiem od Kogo ten komentarz ( :-* :-) ) i tak jak Wam mówiliśmy, musicie jeszcze pojechać do Tajlandii to wtedy będziecie chcieli tam wrócić :-) ;-)

      Usuń
  4. A to wredna małpa... :)
    Zdjęcia mnie oczarowały. Co prawda wyobrażałam sobie Bali głównie tak, jak to ujęłaś w pierwszym zdaniu, ale po przeczytaniu Twojego posta, moja ciekawość i zainteresowanie podróżą w tym kierunku znacznie wzrosło. Żałuję tylko, że wśród moich znajomych i rodziny są jedynie osoby, które preferują podróże do niezbyt oddalonych od Polski miejsc i koniecznie z opcją AI w fajnym hotelu+wykupienie wycieczek :( Na nic moje próby przekonania ich do zorganizowania wspólnie jakiejś fajnej wyprawy bez biura podróży. Wiem, że są fora, gdzie ludzie zbierają ekipy na takie podróże, ale chyba bałabym się jechać z zupełnie obcymi ludźmi w nieznane...
    Dlatego też bardzo Ci zazdroszczę, że masz możliwość zwiedzać świat w taki sposób, poznawać te wszystkie miejsca na swój sposób i chłonąć świat wszystkimi zmysłami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zawsze czytam Twój komentarz z lekkim rumieńcem na twarzy i znowu czuję takie miłe łaskotanie w brzuchu :D
      Pewna dziewczyna, którą znam (chociaż niezbyt dobrze) jest taką bojowniczką ;-) i pojechała kilka lat temu na taką wyprawę po kilku krajach Ameryki Południowej z ludźmi z którymi zgadała się przez internet. Wróciła szczęśliwe, publikowała fantastyczne zdjęcia na Naszą Klasę (tak jak piszę to było kilka lat temu, tedy jeszcze NK rządziła :P ) ...ALE ja na to też bym się nie odważyła XD jednak dużo bardziej wolę jeździć w towarzystwie Męża ^^ i tak jak piszesz - ja też cieszę się że obydwoje się tym fascynujemy i sprawia nam to frajdę.
      A jeśli natomiast chodzi o podróże na własną rękę bez biura podróży to trzeba się odważyć i spróbować. Hmm fajne książki o podróżach na własną rękę po Azji, które myślę mogą zmobilizować ludzi do kupna przewodnika i zaklepania biletu to: Tomek Michniewicz ,,Samsara"(to bardziej zaawansowany backpacker ;-) albo Marzena Filipczak ,,Jadę sobie" - sama pojechała w podróż po Azji. Ja po przeczytaniu Samsary utwierdziłam się w przekonaniu, że wolę jeździć na własną rękę ;-)

      Usuń
    2. No co Ty :)
      Muszę sobie zapisać te tytuły w takim razie. Przyznać jednak muszę, że podróż w pojedynkę skończyłaby się u mnie totalną katastrofą. Mój zmysł orientacji funkcjonuje chyba tylko w Rossmannie- a i to nie zawsze. Potrafię się zgubić dosłownie wszędzie- nawet w jakiejś "dziurze", np. kilka lat temu- Władysławowo z trzema ulicami na krzyż :)
      Na nic mapy tu nie pomogą, ciężki przypadek. Jeśli jestem gdzieś w nowym miejscu sama i się nie zgubię- to jest oficjalnie cud :) Jak to piszę, to aż mi wstyd.

      Usuń
    3. Haha też nie mam szczególnie porywającej orientacji w terenie, chociaż aż tak źle ze mną nie jest ;-) XD :P Czasem coś mi się uda a czasem jest wtopa :P

      Usuń
  5. Nie mogę! Tyle pięknych zdjęć! A ten z takich kwestii przyziemnych a mnie najbardziej interesujących - jak to tam jest z jadowitymi wężami/owadami? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jest z wężami to właściwie nie wiem, ale zakładam że jakieś jadowite pewnie tam są ;-) To co zawsze sprawdzam przed wyjazdem w dane miejsce to czy i gdzie są tereny malaryczne albo z dengą (jedno i drugie przenoszą komary).
      Natomiast co do węża to największego spotkaliśmy na Phuket w Tajlandii, gdzie wygrzewał się na słońcu. Był czerwony w białe i czarne paski więc zakładam, że mógł być jadowity :P

      Usuń
  6. Przepraszam, że tka nie na temat, ale miałabym pytanie do Ciebie o circle lens :)
    Pisałaś w którejś notce, że posiadasz te soczewki : http://www.pinkyparadise.com/Geo-Princess-Mimi-Sesame-Grey-p/a18-wmm305.htm
    Chciałabym się zapytać czy rzeczywiście można nich użytkować pełny rok? I czy wada wzroku Ci się przez nie nie pogorszyła?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :) Mam te soczewki chociaż nie w tym kolorze (posiadam Mimi Apple Green), pisałam o nich tutaj: http://butterfly-flits.blogspot.com/2013/11/moje-pierwsze-doswiadzenie-z.html
      Niestety nie mogę odpowiedzieć na pytanie czy można je użytkować przez rok, bo mam je dokładnie od 6 listopada (z tego samego względu nie odpowiem Ci na pytanie odnośnie wady)
      Mam też szare z Vassen http://butterfly-flits.blogspot.com/2013/12/soczewki-vassen-color-hyper-natural.html
      Jednak osobiście co do tego rocznego użytkowania jestem nastawiona sceptycznie, chociażby ze względu na osady białkowe. Również nie noszę też ich codziennie tylko zamiennie ze zwykłymi dziennymi bezbarwnymi soczewkami miesięcznymi. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :-)

      Usuń
  7. Super! Widzę, że byłyśmy praktycznie w tych samych miejscach:) Jaka będzie Wasza kolejna podróż?:) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jak oglądałam Twoje zdjęcia to samo sobie pomyślałam :) A Twoje główne zdjęcia z bloga można powiedzieć, że mam wsadzone w ramce, bo też mam bardzo podobne ^_^ :D Generalnie miejsca destynacji uzależniamy od cen biletów w promocyjnych cenach ;-) Ale gdybym miała wybór teraz to mnie ciągnie do Malezji - zobaczyć Kuala Lumpur, Cameron Highlands, Batu Cave, Taman Negara, a potem wybyczyć się na jakiejś miłej malezyjskiej wysepce ;-) Również pozdrawiam gorąco i dziękuję za komentarz :)

      Usuń