poniedziałek, 27 stycznia 2014

Dong Xuan Center - ukryty kawałek Azji w Berlinie

W miniony weekend pojechaliśmy do Berlina odwiedzić Znajomych, którzy w tym mieście mieszkają. Kiedy do Nich dotarliśmy, zrobili nam strasznie miłą niespodziankę i zaserwowali wyborne powitalne drinki do wypicia wprost ze świeżego kokosa. Tym uroczym akcentem rozpoczął się nasz mini azjatycki weekend w Berlinie. 


Nigdy bym nie pomyślała, że będąc w Berlinie będę miała okazję opić się wodą kokosową, jeść moje ulubione azjatyckie chrupki w postaci suszonych wodorostów i inne orientalne przysmaki oraz - co najważniejsze- że trafię do ukrytej azjatyckiej enklawy znajdującej się w Berlinie.



Dong Xuan Center - bo o tym miejscu tu mowa - okazało się ukrytym w Berlinie sporym kawałkiem Azji do którego nasi Gospodarze nas zaprowadzili (za co jesteśmy im bardzo wdzięczni ^_^) 
Na miejsce dojechaliśmy tramwajem (linia M8, gdyby ktoś się wybierał ;-) ), kiedy wysiedliśmy na naszym przystanku i kierowaliśmy się w stronę Centrum co jakiś czas mijaliśmy grupki Azjatów niosących wypchane torby z zakupami. Również stojące na światłach samochody, gdy przechodziliśmy przez przejście dla pieszych, zapełnione były azjatyckimi rodzinami. Wszyscy z pewnością wracali z zakupów w Dong Xuan Center.

Kiedy doszliśmy na miejsce naszym oczom ukazały się olbrzymie prostokątne blaszane ponumerowane hale, zapełnione samochodami parkingi i całe mnóstwo Azjatów (nagle staliśmy się mniejszością narodową ;-) ). Zaczęliśmy od hali numer trzy, bo wejście, którym wkroczyliśmy do tego ukrytego świata znajdowało się najbliżej niej. 

Po wejściu do środka od razu nasze nozdrza zaatakował zapach, który poczuć można na ulicach Bangkoku i innych azjatyckich miast - mieszanina przypraw, gotującej się zupy, smażonego mięsa, durianów (tak durianów!), kadzideł i pachnącego gotowanego ryżu.
Oprócz zapachu panował typowy azjatycki zgiełk, ludzie robili zakupy, dyskutowali, grali w karty - cieszyli się, że na tej obcej ziemi znajdują się w enklawie, w której mogą przebywać razem. 

W hali numer trzy znajdował się olbrzymi sektor spożywczy, w którym (nie boję się użyć tych słów ;-) ) przeżyłam orgazm oczny! 

Można tam było znaleźć niezliczone ilości azjatyckich owoców: śmierdzące duriany, malutkie bananki, guawy, owoce którymi zajadałam się w Azji, a których nazw nie znam do tej pory, a także (!) mangostany (owoce mangostanu bardzo szybko się psują, tak samo jak malutkie bananki bardzo szybko dojrzewają, a jednak dotarły do Europy) oraz świeże kokosy, które można po powrocie do domu otworzyć (nasi bohaterscy Przyjaciele połamali na tej czynności nóż :P) i wypić słodką kokosową zawartość. Widziałam ogromne skrzynki ze świeżymi kiełkami mung, wielkie worki świeżej trawy cytrynowej, tajską bazylią czy liśćmi limonki kaffir oraz piekelnie ostre malutkie azjatyckie papryczki czy świeże tamaryndowce (!). Do tego wszystkiego wszelkie azjatyckie słodycze, przekąski (między innymi moje ukochane chrupiące wodorosty!) i moc przypraw pozamykanych w słoikach i buteleczkach. Po prostu wszelakie azjatyckie składniki w jednym miejscu.

Trawa cytrynowa? No raczej

O a co to?! Moje ulubione ostre wodorosty ^_^

Radość wywołana znajdującymi się w tle piekielnie ostrymi papryczkami :D

W zakupowym szale :P

Jako ,,biali" ludzie znajdowaliśmy się w mniejszości, po hali krążyło mnóstwo Azjatów :)

Jednak wszelaka żywność to nie jedyny asortyment, który można znaleźć w halach Dong Xuan Center. Przede wszystkim kwitnie tam całe azjatyckie życie. Można tam pójść do fryzjera (gdzie fryzjerami jak i ich klientami są Azjaci), zrobić sobie manicure czy zjeść pyszne azjatyckie jedzenie w jednej z licznych znajdujących się na terenie Centrum restauracji. 

Legendarny śmierdziel durian ;-)

Kto ma ochotę kupić pyszne zamrożone jedwabniki do przyrządzenia w domu? :D

Oprócz tego w Centrum znaleźć można wszelkie inne aspekty azjatyckiego życia podzielone na tematyczne boksy w których znajdziemy tylko jeden konkretny asortyment. I tak mamy sklepy oferujące:
  • wszelkie azjatyckie czasopisma
  • muzykę (K-Pop rządzi ;-) ) 
  • filmy (łącznie z Bollywoodem)
  • sklepy z elektroniką
  • odzieżowe
  • obuwnicze
  • z bielizną
  • z wszelkimi przyborami do manicuru
  • sprzedające tylko i wyłącznie wszelki podomki (kombinezon w kształcie żaby czy żyrafy? żaden problem!)
  • sprzedające tylko i wyłącznie (!) skarpetki (tyle skarpet w jednym miejscu - głowa pęka ;-) )
Wszystko okraszone małą dawką azjatyckiego luzu - czasem leżące na podłogach, czy na prowizorycznie skleconych półeczkach i innych konstrukcjach.


Asortyment w porażających ilościach - jeśli na Allegro sprzedają czapki z ćwiekami w góra dwóch kolorach wiedz, że w Dong Xuang znajdziesz je w całej gamie kolorystycznej ;-) (i tak z całą resztą towaru)



Poniżej zdjęcia ze sklepu z artykułami do paznokci (wszystkiego było tam naprawdę DUŻO):

Naklejki na paznokcie

Różne pyłki, brokaty, proszki i różnokształtne ozdoby do zdobienia paznokci

Królestwo lakierów



Jeśli chodzi o narodowości, które opanowały Dong Xuan Center to podobno największą grupą są Wietnamczycy, a zaraz po nich Lankijczycy i Tajowie. 
Wszyscy przywieźli ze sobą do Berlina także swoją religię więc w Dong Xuan dodatkowego azjatyckiego charakteru dodają domki dla duchów i ołtarzyki w których palą się kadziła oraz jako dary złożone są w nich świeże owoce. W Centrum można też kupić charakterystyczne chińskie fajerwerki, które odpala się w świątyniach oraz pieniądze przeznaczone do palenia.

Ołtarzyk w sklepie z artykułami do zdobienia paznokci
Pieniążki do palenia w dowolnej walucie ;-)


Bez dwóch zdań w Dong Xuan Center można spędzić cały dzień (co w zasadzie sami uczyniliśmy).  Zostaliśmy tam także na obiad i kierując się zasadą, którą stosujemy się będąc w Azji (jedz tam gdzie jest największy tłok i najwięcej lokalnych ludzi) wybraliśmy jedną ze znajdujących się na terenie Centrum knajpek. 
W środku panował typowy azjatycki harmider, głośne rozmowy, a przy stolikach wieloosobowe  rodziny spożywające posiłki. Kilka stolików dalej odbywała się też jakaś rodzinna uroczystość, dochodziło z niego mnóstwo śmiechów, głośnych rozmów, a dalekowschodnie trunki lały się dość często (zapomniałam wspomnieć, że jeśli mamy ochotę na jakieś azjatyckie wyroby alkoholowe nie ma z tym problemu żeby dostać soju czy nasze ulubione tajskie piwa Singha :) ).
Przy zamawianiu posiłku przyda się znajomość języka niemieckiego, bo jako blade twarze menu otrzymaliśmy w tym języku, jednak zawsze można wybrać coś na chybił-trafił. Ja wybrałam jakąś odmianę wietnamskiej zupy Pho - dokładnie nie wiem, bo wybrałam taktykę na chybił trafił ;-) gdyż nigdy nie uczyłam się niemieckiego, za to potrafię czytać rosyjskie literki :P bo w szkole jako język dodatkowy zamiast niemieckiego wybrałam rosyjski.

Obowiązkowy element - ostre papryczki



Jeszcze więcej wody kokosowej! Zamówiłam ją także do posiłku


Podsumowując, strasznie się cieszę, że trafiłam do tego miejsca, jeśli ktoś tak samo jak ja zafascynowany jest Azją to w Dong Xuan Center znajdzie ją w pigułce, w której może zakosztować różnych dalekowschodnich specjałów. Jeżeli planujecie wybrać się na zakupy żywieniowe proponuję zacząć od hali numer 3, bo tam spożywka była największa.

Przywiezione łupy: ;-)



Naklejki na paznokcie z m.in. Hello Kitty


W końcu będę miała papryczki odpowiadające moim standardom ostrości ;-) Chilli z Kambodży ^_^


13 komentarzy:

  1. Wow, zazdroszczę wizyty. Chociaż nie jestem wielką fanką azjatyckiego jedzenia i kultury, to chętnie bym posmakowała Azji z centrum Europy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę.
    Strasznie mi brakuje tego, że idziesz do sklepu i kupujesz to, czego potrzebujesz. W moim mieście muszę się nawet za głupim tofu (takim, które nadaje się do czegokolwiek) pouganiać :P A resztę kupować przez internet lub przy okazji wizyty w Warszawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwszych kilku minutach spędzonych w hali pierwsze moje słowa skierowane do przyjaciół brzmiały: ,,Zazdroszczę, że macie takie miejsce!" ;-)
      Mnie jakoś w pewnym stopniu ,,zaspokaja" sklep Kuchnie Świata we Wrocławiu, ale powiedzmy sobie szczerze - nie ma tam takiego porażającego ogromu produktów jak w Dong Xuan (a w DX człowiek dostaje oczopląsu, bo nagle okazuje się, że wszystko co tylko sobie wymarzy ma w jednym miejscu ;-) )

      Usuń
    2. U mnie nawet Kuchni Świata nie ma XD

      Usuń
    3. No to faktycznie zostaje Ci internet albo wizyty w Warszawie :/ Jejku a w DX takie piękne bloki tofu były w różnych wielkościach jak u nas białe sery. Ja kupuję najczęściej takie tofu w opakowaniach jak pasztety na działach ze zdrową żywnością, ale to nawet nie stoi obok smażonego tofu, które można zjeść w Azji ;-) (do smażenia też się nie bardzo nadaje bo próbowałam :>)

      Usuń
    4. W miarę jadalne tofu można upolować w typowych eko sklepach ^^ Czasem nawet w Biedrze mają takie sensowne, ale to tylko przy jakiś akcjach tematycznych.

      Usuń
    5. ooo dzięki za info - muszę spróbować takie upolować! ^^

      Usuń
  3. Super!:) Czekam na relację z Twojego wyjazdu do Azji:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi a jeszcze ostatnio w komentarzu pisałam Ci, że chciałabym wyjechać do Malezji a tu trach trafiła się fajna promocja i lecimy ;D

      Usuń
  4. to już wiem gdzie się wybiorę przy okazji następnej wizyty w Berlinie :D super miejsce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że spodoba Ci się tak samo jak mi :D

      Usuń
  5. Świetne rzeczy :) w ten weekend będę w Berlinie i nawet sprawdziłam, czy opisywane przez Ciebie miejsce "nie jest mi gdzieś po drodze", ale niestety nie :( Gdybyś tęskniła za Berlinem, to zapraszam do mnie, niedługo relacja ;)

    OdpowiedzUsuń