poniedziałek, 20 stycznia 2014

Japoński olej do twarzy Shu Uemura Anti-Oxi skin refining cleansing oil

Shu Uemura jest moim pierwszym olejem do twarzy i w zasadzie spodobał mi się od pierwszego użycia, jednak pomyślałam, że napiszę o nim w momencie, kiedy będę zużywać pierwszą butelkę, co też właśnie się dzieje.
Zaryzykowałam i kupiłam w ciemno od razu dwie butelki, kiedy byłam w Singapurze i bynajmniej tego nie żałuję.

Olej zamknięty jest w plastikowej buteleczce o zielonym zabarwieniu. W dozowaniu pomaga zamieszczona w butelce pompka. To co mi przeszkadza to brak możliwości zamykania pompki - nie ma tu możliwości przesunięcia pompki w którąś ze stron i zablokowania możliwości wyciśnięcia płynu po naciśnięciu pompki. Raz otwarty olej nie nadaje się więc do przewożenia w podróży, bo jest spore ryzyko, że zaleje nam całą kosmetyczkę. Jak dla mnie to spory minus.


Olej produkowany jest w różnych wariantach, którym odpowiadają inne wersje kolorystyczne. Moja - zielona ma usuwać ze skóry zanieczyszczenia, sprawiając że stanie się ona bardziej świetlista oraz mniej podatna na przyśpieszające starzenie się skóry szkodliwe działania środowiska. Kluczowymi składnikami są ekstrakty z zielonej herbaty i liści ginkgo biloba - mające działanie oczyszczające i antyoksydacyjne oraz głębinowa morska woda bogata w składniki mineralne. 
Dodatkowo w składzie mamy olej z jojoby oraz orzeszków macadamia (które swoją drogą bardzo lubię pochłaniać doustnie :D )



Skład:
Paraffinum liquidum/mineral oil, zea mays/corn germ oil, polysorbate 85, carthamus tinctorius oil/safflower-seed oil, sorbitan trioleate, isopropyl myristate, dicaprylyl carbonate, undecane, maris aqua/sea water, tridecane, squalane, glycerin, simmondsia chinensis oil/jojoba-seed oil, macadamia ternifolia seed oil, propylene glycol, tocopherol, limonene, linalool, camellia sinensis extract/camellia sinensis leaf extract, ginkgo biloba extract/ginkgo biloba leaf extract, parfum/fragrance 

Made in Japan


Konsystencja:
Oleista i lejąca. W zasadzie poza kolorem (jest przeźroczysty) nie różni się za wiele od chociażby oliwy z oliwek.

Zapach:
Czuć w nim wyraźnie zieloną herbatę oraz jakąś ziołową nutę. Na mnie ten zapach działa...uspokajająco.

Sposób użycia:
Pompujemy produkt na suchą dłoń i nakładamy na suchą twarz masując okrężnymi ruchami. Ten etap masażu w połączeniu ze wspomnianym wcześniej herbaciano-ziołowym zapachem działają na mnie relaksująco i uspokajająco. Masaż twarzy takim tłustym olejem jest według mnie bardzo przyjemny. Kiedy już się wymasujemy moczymy twarz wodą - olej przy kontakcie z wodą zmienia swoją konsystencję i spłukuje z twarzy zanieczyszczenia.



Uczucie na skórze po użyciu:
To jedyny produkt do mycia twarzy (a testowałam ich już wiele) po którego użyciu nie mam uczucia ściągniętej skóry oraz wrażenia że mam za mało skóry w stosunku do wielkości mojej czaszki. Skóra jest miękka, gładka i dobrze nawilżona. 
Jeżeli chodzi o zmywalność makijażu to olej świetnie zmywa krem BB na czym mi najbardziej zależało. Koreańskie kremy BB zazwyczaj mają w swoim składzie silikony, a te z kolei ciężko usunąć ze skóry (nawet jeżeli mamy wrażenie, że skóra jest już umyta mogły na niej pozostać silikony) i tu podobno najlepszy jest właśnie olej do twarzy, gdyż olejowanie usuwa ze skóry silikony (chodzi tu zapewne o reakcję chemiczną, w której cząsteczki silikonów łączą się z olejem i zmywane są za pomocą wody, ale nie chcę się tu wymądrzać, bo chemia nigdy nie była moim ulubionym przedmiotem).
Trzeba nieco więcej masowania jeśli chodzi o zmycie makijażu oczu - najgorzej radzi sobie z eye linerem i tuszem do rzęs. Dodatkowo jako że na opakowaniu napisane jest aby unikać dostania się produktu do oka ciężko jest domyć kreski znajdujące się na dolnej powiece. Pozostaje efekt misia pandy i po olejowaniu twarzy doczyszczam oczy za pomocą dwufazowego płynu do demakijażu (lubię dwufazówki, nigdy nie przekonałam się do płynów micelarnych).


Test zmywania na zdjęciach:

1. Na zdjęciu kolejno od lewej: krem BB Lioele , tusz to rzęs Rimmel, cień do powiek Inglot, wodoodporna kredka do oczu Astor, eye liner w żelu Maybelline, tint Etude House, szminka Rimmel, bronzer Astor.


2. Pompuję na rękę. Na całą twarz wystarczą mi 3-4 ,,pompnięcia". Widać, że olej jest zupełnie bezbarwny.


3. Zaczynamy zmywanie nakładając olej i masując.


Widać, że najgorzej olej poradził sobie z tuszem do rzęs i eye linerem w żelu. Po reszcie praktycznie nie ma już śladu.

Masujemy dalej. Tusz do rzęs wciąż się opiera.
4. Zmywamy pod strumieniem ciepłej wody.



Wciąż widać cień po tuszu do rzęs

Tutaj mocniej tarłam rękę i w końcu tusz całkowicie się domył, jednak tak jak pisałam - w przypadku zamkniętych oczu sprawa ma się trochę inaczej, bo po pierwsze nie chcę tak trzeć oczu, a po drugie, gdy oczy są zamknięte ciężko domyć dokładnie dolną powiekę z namalowaną na niej kreską oraz wytuszowane dolne rzęsy, co ostatecznie tworzy efekt pandy na dolnej powiece ;-) Górna jest domyta bardzo ładnie ze wszystkich kresek, cieni i tuszu do rzęs.







2 komentarze:

  1. Ciekawy produkt, ja do zmywania używam miceli, a oleje tylko jako krem na noc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak trochę dziwne się wydaje ,,jak tłusty olej może zmywać twarz", ale daje fajne efekty i co najważniejsze domywa krem BB :)

      Usuń