środa, 5 lutego 2014

Zatoka Phang Nga i Wyspa Jamesa Bonda

     W jednym z wpisów pisałam o odwiedzeniu wyspy (KLIK), która ,,zagrała" w filmie ,,Niebiańska Plaża". Jednak Tajlandia chwali się także drugą wyspą posiadającą dorobek aktorski. Chociaż naprawdę nazywa się ona Ko Khao Phing Kan (co oznacza ,,wyspa gwoździa") to jednak nazwą będącą w obiegu jest James Bond Island czyli Wyspa Jamesa Bonda, ponieważ - jak można się domyślić - zagrała w jednej z części Bonda - a konkretniej w tej pt. ,,Człowiek ze złotym pistoletem" z Rogerem Moorem wcielającym się w rolę Agenta 007. 
Podobnie jak w przypadku wysp Phi Phi stała się często odwiedzaną atrakcją turystyczną.

Jednak moim zdaniem wyspa to tylko jeden element z wielu cudów natury, jakie znajdują się w Zatoce Phang Nga, która prezentuje ogromne bogactwo krajobrazu, który znaleźć można w południowej Tajlandii. 
Zatoka znajduje się pomiędzy wyspą Phuket i lądem stałym:

Zatoka Phang Nga i James Bond Island

 Po zatoce najszybciej i najprzyjemniej (jeśli ktoś tak samo jak ja lubi siedzenie na dziobie, wiatr we włosach i rzucanie całym ciałem w trakcie prucia po falach)  jest poruszanie się speedboatem - motorówką wyposażoną najczęściej w 3 gigantyczne silniki Yamahy. W zależności od zasobności portfela można taką łódkę wynająć lub podczepić się pod którąś z licznie organizowanych wycieczek.



Startujemy z portu znajdującego się na wyspie Phuket. Wypływając z portu na pełne morze mijamy malutkie domeczki postawione na palach. Potem takie domy na palach tylko w dużo większej wersji będziemy widzieli znajdując się na terenie zatoki Phang Nga, ale o tym później.


Na morzu często mijamy rybaków siedzących w tradycyjnych tajskich łodziach - tzw. longtail boats - które stanowią popularny element znajdujący się na pocztówkach z Tajlandii. Na dziobach łodzi zawieszone są często pomarańczowe szarfy (w szaty o takim samym kolorze przybrane są posągi Buddy) - na szczęście - aby strzegły osób nimi płynących i nie pozwoliły im utonąć. Na innych natomiast wiszą szarfy w barwach flagi Tajlandii, jeszcze inne przyozdobione są w buddyjskie wieńce ze świeżych kwiatów.
Łodzie są także często stuningowane poprzez domontowanie do nich ogromnych silników pochodzących z ciężarówek lub szybkich motorówek.




Wpływając na rejony zatoki naszym oczom zaczynają ukazywać się małe bezludne wysepki o przeróżnych formach. Jedne wyglądają jak przytulona do siebie para, a inne jak para....kobiecych piersi ;-)




Wyspy zbudowane są ze skał wapiennych wewnątrz których na przestrzeni lat powstały przeróżne formy skalne (stalaktyty, stalagmity - kto pamięta lekcje geografii? ;) ) oraz jaskinie, pieczary i tunele, które wydrążyła podmywająca wysepki morska woda. Wśród porośniętych roślinnością skał  gniazda budują przeróżne gatunki ptaków. Widzieliśmy piękne pomarańczowo-żółto czarne orły (?) - słaby ze mnie ornitolog) przelatujące nad naszymi głowami.


W niektórych miejscach zatoka przypomina wietnamską zatokę Ha-Long. Wyniosłe wapienne skały wyrastają w górę prosto z wody.



Jedną z atrakcji jest możliwość pływania kajakami pośród skalnych korytarzy i jaskiń. W niektórych jaskiniach znajdują się stare malowidła ścienne oraz sanktuaria z posążkami Buddy, natomiast inne zamieszkiwane są przez nietoperze.




Pośród skał zacumowała też rybacka łódka, której właściciel udał się na krótką drzemkę i odpoczynek, nie przeszkodziło mu to jednak uśmiechnąć się do zdjęcia ;-)



Większość turystów zabierana jest także do wioski na wodzie (dosłownie!) o nazwie Panyi zamieszkiwanej przez muzułmanów. Podobno Król Tajlandii podarował muzułmanom z Malezji małą wysepkę, aby mogli na niej zamieszkać, jednak w pewnym momencie powierzchnia wyspy stała się dla nich niewystarczająca, zaczęli więc budować domy na palach wchodząc coraz bardziej w głąb morza. Wygląda to naprawdę niesamowicie, kiedy na horyzoncie nagle znad powierzchni wody wznoszą się domy, które nie stoją na żadnym lądzie lecz stoją na długich palach wyrastając wprost z morskiego dna.
Ludzie mieszkający w wiosce zajmują się rybołówstwem, sprzedażą sosu rybnego, suszonych krewetek, pasty krewetkowej i chyba przede wszystkim zarabianiem na turystach sądząc po ilości kramów i bazarków znajdujących się w środku...





Na terenie wioski znajdowała się także szkoła. Trwała akurat przerwa i za pomocą długiego obiektywu pozaglądaliśmy trochę do wnętrza klas. W słoikach na półkach stały zakonserwowane różne formy morskich żyjątek.




W silnie zamulonym północnym krańcu zatoki Phang Nga znajduje się największy i najlepiej zachowany obszar porośnięty lasami namorzynowymi. Kto pilnie słuchał na geografii wie, że namorzyny są pod ochroną i stanowią ważny składnik naszego ekosystemu. Cieszę się, że miałam okazję zobaczyć je na żywo. Wyglądały jak średniej wielkości bracia drzewek bonsai z korzonkami przypominającymi małe nóżki. Wyglądały jakby miały niepostrzeżenie uciec, kiedy tylko ktoś odwróci od nich głowę.




Łódka zacumowała na wyspie Jamesa Bonda. Oto olbrzymi skalny ząb, który stał się gwiazdą filmową. Widok jest faktycznie dość niezwykły. Stoimy na małej plaży schowanej w niewielkiej zatoczce, woda jest płytka i nagle wyrasta z niej wielki skalny twór. Ciekawe ile lat musi upłynąć aż woda na tyle podmyje skałę, że w końcu runie.













I kadr z filmu ,,Człowiek ze złotym pistoletem" dla porównania:
Źródło: http://jamesbondlocations.blogspot.com/2012/02/duel-on-beach-james-bond-island.html

Zatoczka ze skalnym zębem otoczona była olbrzymimi skałami, w jednej z nich znajdowała się taka jaskinia. W prawym dolnym rogu zdjęcia widać człowieka w białej koszulce, który stanowi świetne ukazanie skali.


Na zakończenie dnia popluskaliśmy się w wodzie pełnej rybek, które próbowały skosztować naszych nóg - strasznie nieprzyjemne uczucie, kiedy ryby ocierają się o twoje nogi i je podszczypują. Myślę, że nigdy nie skusiłabym się na często proponowane w Tajlandii zabiegi mające złuszczyć obumarły naskórek, polegające na zanurzeniu nóg w akwarium z malutkimi rybkami, które w takim martwym naskórku gustują - na samą myśl o tym macham nogami, aby odpędzać się od rybek :D


Czas się odmeldować.
Samych pięknych i niezapomnianych widoków życzy Agent 007 ;-)

8 komentarzy:

  1. Ehhh marzę, żeby tam być... Myślimy nawet, żeby polecieć w tym roku, tylko, że dalibyśmy radę dopiero maj-czerwiec. Chcielibyśmy większość czasu spędzić na wyspach, kilka dni w Bangkoku i w Kambodży. Najbardziej jednak obawiam się gorąca i wilgotności - czy w tym terminie jest to bardzo uciążliwe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne części Tajlandii mają różne amplitudy temperatur w danych miesiącach. Całkiem fajnie jest to opisane tutaj: http://mandalay.pl/tajlandia/pogoda Jednak generalnie jest ZAWSZE bardzo gorąco i bardzo wilgotno, a w pewnych okresach czasu jest po prostu JESZCZE BARDZIEJ ;-) gorąco i wilgotno :P Ja jestem kiepskim wyznacznikiem, bo jestem gatunkiem wybitnie ciepłolubnym, jednak wilgotność czasem i mnie dawała się we znaki. Powietrze często jest tak parne, że nie ma czym oddychać i to co mnie zawsze denerwuje to to że nic tam nie schnie :P Ręcznik ,,suszy" się dwa dni a i tak jest wciąż wilgotny ^_^ Myślę, że najlepszy termin do pojechania to styczeń. Wtedy temperatura jest łagodniejsza. My za każdym razem byliśmy w listopadzie, gdzie jest jeszcze końcówka pory deszczowej i zdarzały się czasami deszcze, ale nawet gdy padało było ciepło ;-)

      Usuń
    2. Tak, widziałam tą szczegółową pogodę, ale na forach czytam, że to też nie zawsze się sprawdza. Jednak skoro Tobie parność przeszkadzała to ja chyba nie dałabym rady. Lubię ciepło, ale np. do sauny nie mogę chodzić, bo robi mi się słabo. Pewnie trzeba będzie odłożyć wyjazd na styczeń :( A powiedz mi jeszcze na jakim portalu najlepiej szukać biletów, noclegów?

      Usuń
    3. Tak to też prawda co do pogody. Właściwie jakby się zastanowić to teraz wszędzie są nieprzewidzialne anomalie pogodowe - w Egipcie pada śnieg u nas jest ciepła zima, a w zeszłym roku 1 kwietnia lepiłam bałwana ;)
      A co do odczucia parności to dla mnie odczuwalna była w Bangkoku, ze względu na otaczający beton i wyziewy z rur wydechowych ;-) Ale noś czapkę, kupuj zimną wodę albo kokosy (do kupienia na każdym kroku :) ) i też powinna być ok :) :) :) W miejscowościach nadmorskich już jej nie czuć.
      Co do szukania biletów my najczęściej korzystamy z flipo.pl , mlecznepodróże , fly4free, loter.pl i tanie-loty.com.pl, natomiast hotele no to przede wszystkim Tripadvisor, a potem agoda i booking.com (które też zawierają się w tripadvisorze ;-) )

      Usuń
    4. Super! Dziękuję za info. Znalazłam na Air France za 2100 na maj/czerwiec, ale czekam na jakąś promocję - myślisz, że będzie taniej?

      Usuń
    5. Nie wiem jakimi prawami rządzą się te promocje :D Może być jeszcze kilka stówek taniej - ostatnio widziałam jakieś w przedziale 1800-1900 , chyba nawet było coś za 1750z wylotem z Pragi. Ale nie za często takie widuję. Zwykle jest 2000-2200 ;-)

      Usuń
  2. Cycuszkowe wysepki najlepsze XD

    OdpowiedzUsuń