piątek, 21 marca 2014

Malaysia truly Asia. Malezja - wrażenia ogólne

    Przedwczoraj wróciliśmy z Malezji. Bogatsi o gigabajty zdjęć, o miliony bezcennych wspomnień, o nowe znajomości i doznania smakowe. Po raz kolejny upewnieni w świadomości, że podróże kształcą, poszerzają horyzonty i pozostawiają w człowieku niewyczerpane źródełko sprawiające, że chce się ich więcej i więcej.
Zdjęcia na razie są w trakcie selekcji, a my wracamy do polskiej rzeczywistości i...klimatu ;-) 

    Zanim zacznę pisać planowane posty o poszczególnych miejscach, które mieliśmy okazję odwiedzić podczas pobytu w Malezji, chciałabym napisać taki zbiorczy post o Malezji w ogóle.
Kojarzycie reklamy z piosenką ,,Malaysia truly Asia" emitowane na przykład na National Geography, Travel Channel czy Discovery? Rzadko kiedy wierzę reklamom, ale Malaysia faktycznie jest truly Asia. Dlaczego? Ponieważ będąc w niej poczujemy się jakbyśmy odwiedzili kilka azjatyckich krajów jednocześnie!
Zostaliśmy zauroczeni. Spodobało się nam olbrzymie zróżnicowanie terenu, klimatu i takież samo zróżnicowanie kultur i kuchni. 

Poniżej krótka charakterystyka wszystkich ,,części" składowych budujących niesamowitą całość, jaką okazała się Malezja:

 Ludzie.

 Odwiedzając Malezję można poczuć się jak w kilku krajach azjatyckich jednoczenie. Mamy tam miks Malajów, Chińczyków i Hindusów. Dodatkowo dochodzą także imigranci z Tajlandii, Indonezji i Filipin oraz mieszkający tam ,,biali" ekspatrianci. Wszyscy dorzucają w Malezji swoje trzy grosze w postaci kuchni, religii przez nich wyznawanych, a co za tym idzie obecności świątyń oraz obchodzenia świąt przez wyznawców różnych religii. Tworzy to niesamowity i kolorowy miks kulturowy. Malajki jako wyznawczynie islamu noszą kolorowe hidżaby lub al-amiry, dodatkowo większość starszych pań zakłada kolorowe kwieciste tuniki i długie spódnice w takim samym kolorze jak tunika jednak bez motywu kwiatowego. Hinduski noszą tradycyjne sari. Chinki zakładają krótkie spodenki i obcisłe bluzeczki. Wszystko to sprawia, że na ulicach Malezji jest bardzo kolorowo i chociaż to kraj z przewagą wyznawców islamu nikt nikogo nie neguje za ubiór.
Dodatkowo  - ludzie jako tacy są bardzo mili i pomocni, a przemiłe panie pracujące w okienkach na stacjach metra i w informacjach turystycznych powinny przyjechać do Polski i zrobić jakieś szkolenia na przykład na Poczcie Polskiej... ;-) 

Źródło: http://1malaysiasale.com/about/


Miejscowości.

W zależności od rejonu Malezji do którego się wybierzemy będziemy mieli inne doświadczenia wizualne. Mamy więc multi-kulti molocha z drapaczami chmur w postaci Kuala Lumpur, ,,opanowaną" przez Chińczyków wyspę Penang, górzyste Cameron Higlands, kolonialne budynki w Melakce, dżungle w Taman Negara, rajskie widoczki na wyspach oraz osławione niesamowitą i unikatową przyrodą Borneo, a także wiele, wiele innych. Nie zobaczyliśmy wszystkiego, bo nie byliśmy w Malezji na tyle długo, ale mamy ogromną nadzieję ponownie wrócić do tego kraju i zobaczyć więcej z tego, co oferuje.

Poniżej kilka panoramicznych zdjęć zrobionych komórką z miejsc, w których byliśmy:

Kuala Lumpur

Cameron Highlands

Penang

Perhentian Kecil

Kuchnia.

Takie samo zróżnicowanie znajdziemy w malezyjskiej kuchni. Malezyjskie sataje, hinduskie curry, chińskie pierożki, tajska zupa tom yum, placuszki roti to tylko sztampowe przykłady z wielu, wielu innych pyszności, które można spróbować w tym kraju. Do Malezji warto wybrać się choćby tylko ze względu na jej kuchnię, która urzeka swoją różnorodnością. A na Penangu znajdziecie najlepszy miks kuchni na świecie. Niech świadectwem samym w sobie będzie to, że poznane przez nas osoby mieszkające w Malezji powtarzały nam: ,,tu jest Malezja - tu się je" ;-) - i miały rację!!!

Źródło: http://travellinggeek.blogspot.com/2009/11/malaysian-cuisine.html

Klimat.

W zależności od tego czy jesteśmy na zachodniej czy wschodniej części Półwyspu Malezyjskiego inaczej rozkładają się pory deszczowe i suche. W teorii od października do lutego deszcze padają na wschodzie, a w zachodniej części jest sucho. Od kwietnia do października jest odwrotnie – na zachodzie pada, na wschodzie jest sucho. Do tego jeszcze inna pogoda będzie na Borneo, a jeszcze inna w Cameron Highlands 1440 metrów .n.p.m. My byliśmy w marcu i na zachodniej części półwyspu spotkaliśmy się z niespotykaną w tym okresie falą upałów i suszą. Natomiast kiedy pojechaliśmy na wschód, gdzie było ,,świeżo po monsunie" mieliśmy zaledwie pół dnia brzydkiej pogody, kiedy to monsun postanowił na chwilę powrócić i zaprezentować, jak wygląda jego siła.


Podejście do turystów.

Napiszę to w sposób brzydki, ale dosadny. W Malezji turystów ma się w dupie. I CHWAŁA JEJ ZA TO!!!  Nie ma notorycznego zaczepiania, nie ma: Yes, yes, sir, take a look, nie ma buy something, nie ma one dollar, one dollar, nie ma pytań taxi?czy tuk-tuk? (oraz całej rzeszy innych pytań czy chcę kurczaka, masaż, kokosa, owoce, czy ,,rękodzieło" z Chin udające wyrób miejscowy). Nie ma wrażenia, że jest się chodzącym portfelem, że patrzącym na turystę tubylcom zapalają się w oczach dolary z dźwiękiem ustrzelenia trójki w Jednorękim Bandycie - takie jak w kreskówkach. Nie ma sztucznego nadskakiwania okraszonego równie sztucznym i cwaniackim uśmiechem. Po moich doświadczeniach z wizyty w Kucie na Bali czy na bazarze w Egipcie to było po prostu totalne wybawienie, bo mnie na takie nachalne zaczepianie włącza się opcja: zamknij się w swojej skorupie i uciekaj (a w mojej dzikiej wyobraźni wszystkim zaczepiającym wygryzam tętnice szyjne). W Malezji wchodzisz sobie do sklepu czy podchodzisz do stoiska na bazarku i możesz sobie wszystko na spokojnie pooglądać i równie spokojnie odejść, jeśli nie znajdziesz niczego dla siebie. Sprzedawca zainteresuje się twoją osobą dopiero w momencie, kiedy go o coś zapytasz. I to było piękne!
Nawet jeżeli już ktoś zapyta lub zaproponuje w czymś ci pomóc czy coś pokazać robi to w sposób grzeczny i nienachalny, bez żadnych sztucznych uśmieszków i cwaniackich zaczepek. Do dzisiaj dźwięczy mi w głowie cichutki głosik dziadziusia na Penang, który z nadzieją w głosie zapytał: ,,water...?" -  miałam ochotę kupić od niego tą wodę  chociaż nie chciało mi się pić i dodatkowo go przytulić, a nie uciec od niego z krzykiem.


Bardziej otwarta wersja islamu.

Niestety. Począwszy od wydarzeń z 11 września na wyznawców islamu nie patrzy się przychylnym okiem, a wszystkich wkłada się do jednego worka, w którym znajdują się już opętani przez dżihad Mudżahedini z kieszeniami napchanymi syntexem. Chociaż sama jestem nastawiona do tej religii wyjątkowo sceptycznie uważam, że takie generalizowanie jest jednak krzywdzące. W mojej subiektywnej ocenie islam w wersji malezyjskiej jest całkiem do przyjęcia dla takiego laika jak ja. Niech dowodem na to będzie choćby to, że jako nie-muzułmanie mogliśmy odwiedzić meczet. Jedna z wolontariuszek, która w nim się znajdowała opowiadała o swojej religii i zachęcała do zadawania pytań. Jak sama to określiła - aby nawiązać dialog z innymi religiami. Mogliśmy wertować sobie różne wersje koranu z tłumaczeniem na poszczególne języki.
Chusty stanowią wprawdzie stały element garderoby, jednak tak jak wcześniej wspomniałam są kolorowe - wesołe, stanowiące często modny dodatek do ubioru, ozdobione kryształkami, broszkami czy kolorowymi cyrkoniami. Do tego nie raz zdarzyło mi się widzieć dziewczynę w obcisłym ubraniu z kolorową chustą na głowie, a w centrach handlowych muzułmańskie parki stanowiły częsty widok, chociaż przyznaję, że całowanie się w miejscu publicznym było zabronione o czym informowały chociażby naklejki znajdujące się w wagonach metra :P

Źródło: http://thebaritone.blogspot.com/2012_12_01_archive.html


Poniżej zdjęcia z wizyty w Meczecie Narodowym w Kuala Lumpur. Nie-muzułmanie mogą wejść tam poza godzinami modlitw. Zarówno mężczyźni jak i kobiety muszą założyć takie eleganckie szlafroczki, kobiety dodatkowo zasłaniają włosy. Z ciekawostek: na jednej z kolumn meczetu znaleźliśmy przyklejoną tabliczkę z informacją, że znajduje się tu darmowe wi-fi :D



Mistrz Yoda!!!!! :P






W następnym wpisach będę już opisywać wszystko bardziej szczegółowo, mam nadzieję, że tym ogólnym postem zachęciłam do tego pięknego kraju jakim jest Malezja :)


A jeśli ktoś nie widział reklamy o którą mi chodzi znajdziecie ją tu:


4 komentarze:

  1. Super! Chyba namówię swojego na taki wyjazd ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj cierpliwie na dalsze - dokładniejsze relacje :) Jak dla mnie to tak jak Ci mówiłam - zacznij od Singapuru - myślę, że Ci się spodoba ^_^ A z Singapuru już ,,kilka kroków" do Malezji :-)

      Usuń
  2. Od jakiś 11 lat mam internetową koleżankę na Penang i jakoś nam nie po drodze się spotkać, jak wygram w lotto, to się wybiorę 8D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj o żarełku na Penang to chcę zrobić oddzielny wpis, bo ta wyspa zdecydowanie na to zasługuje ;-) Oj tam oj tam - jak się przeprowadzisz do Korei to będziesz miała bliżej, a co za tym idzie bilet na samolot będzie tańszy, a może Air Asia albo Fire Fly jakieś dobre promo wrzuci ;-) :P

      Usuń