niedziela, 28 września 2014

Krem BB Bio Essence Platinum 10 w 1

Krem kupiłam podczas pobytu w Malezji w marcu w sieci Watson's. Kosztował około 45zł-47zł. To mój drugi krem BB z Azji (pierwszy to Lioele Super Gold Snail BB Cream link TUTAJ)

Bio Essence Platinum według producenta posiada 10 właściwości.

  • Wzbogacony jest platyną, która ma za zadanie odżywić i zrewitalizować skórę, ochronić przed działaniem wolnych rodników, uczynić ją bardziej promienną oraz wygładzić drobne linie i zmarszczki. 
  • Dodatkowo ma dobrze kryć zapewniając naturalne wykończenie.
     
  • Oprócz platyny zawiera w składzie także ekstrakt z drzewa tanaka który ma uczynić skórę jaśniejszą i ,,utrzymać ją w chłodzie" nawet pod działeniem ostrego słońca.
     
  • Przeczytamy także że krem BB wygładza skórę i minimalizuje widoczność porów.
     
  • Zawiera filr przeciwsłoneczny SPF 25 PA++
     
  • Nawilża skórę zapobiegając jej wysuszaniu.
     
  • Skóra ma wyglądać na młodszą i bardziej promienną.

Moje doświadczenia:


Kolor. Krem jest zdecydowanie jaśniejszy w porównaniu do używanego przeze mnie innego kremu BB Lioele. Oprócz jaśniejszego koloru jest on także bardziej zimny i wpadający w nieco szarawe tony. Nie polecam go osobom o ciemniejszej karnacji lub takim o opalonej twarzy. Moja twarz jest  raczej blada (zawsze używam na nią kremu z filtrem SPF 30lub 50), ale posiada lekko ciepły, czasami nieco żółtawy odcień. Po nałożeniu na nią kremu BB Bio Essene staje się bardziej jasna i przybiera chłodniejszy, nieco porcelanowy odcień (szare tony nie są widoczne kiedy nałoży się krem na skórę co oczywiście jest dla mnie dużym plusem).

Zapach. Tak samo jak w przypadku Lioele przyjemny, jakby lekko kwiatowy i słodki.

Krycie. Bardzo dobrze kryje, wyrównuje koloryt cery, likwiduje przebarwienia (mam na nosie jednego piega który pod kremem jest tylko minimalnie widoczny) i zaczerwienienia np. po wygojonych niedoskonałościach. Pory stają się niewidoczne. Tak jak napisałam wcześniej - skóra nabiera ziemnego i nieco porcelanowego wyglądu. Dodam jednak, że mimo iż krem jest nieco jaśniejszy i w innym odcieniu niż moja skóra to mimo to dobrze się z nią stapia i nie tworzy efektu białej maski. Po prostu wyglądam jakbym miała bardziej porcelanowy odcień cery ;-)

Nakładanie. Najlepiej wklepywać cieniutką warstwę opuszkami palców. Podczas rozsmarowywania kremu palcami ma się wrażenie że jest on ,,suchy"i ciężko go rozsmarować , a podczas oklepywania nie ma tego wrażenia, a dodatkowo skóra pokryta jest cieńszą warstwą dzięki czemu uzyskuje się bardziej naturalny efekt.

Dodatkowe wrażenia z używania: skóra rzeczywiście utrzymuje poziom nawilżenia, chociaż pod koniec dnia pod oczami minimalnie się przesusza a drobne linie stają się bardziej widoczne.

Wykończenie. W porównaniu z kremem BB Lioele skóra nie wygląda aż tak promiennie i świetliście (brak efektu glow ;-) ) , jest gładka i rozjaśniona, wygląda zdrowo chociaż blado. Z tego względu nie używam go po cięższych i nieprzespanych nocach, bo boję się że mógłby podkreślać szare tony i nie zrewitalizowałby mi do końca skóry. Dlatego wtedy wybieram Lioele Gold Snail, który nadaje skórze więcej błysku i promiennego wyglądu.
Za to Bio Essence wybieram  do pracy podczas gorących i ciepłych dni, kiedy skóra naturalnie i tak się ,,grzeje" więc nie potrzebuję szczególnego blasku i rozjaśnienia, a krem sprawia że wygląda bardziej szlachetnie. Lioele za to wybieram podczas gorących dni, kiedy nie pracuję i wiem że będę spędzać czas na dworze.

Wady: trochę mnie drażni plastikowy dziubek dozujący krem ponieważ łatwo się brudzi i nie wygląda estetycznie. Dodatkowo pojemnik uniemożliwa zobaczenie mi, ile kremu BB już zużyłam. Poza tym kwestia koloru - jestem w tej komfortowej sytuacji, że używam dwóch kremów BB jednocześnie i kiedy mam ochotę, aby moja skóra miała cieplejszy i bardziej naturalny odcień nakładam krem Lioele. Gdybym miała tylko Bio Essence myślę, że czasem te jasne tony mogłyby mnie denerwować. Poza tym przy Bio Essence skóra wygląda bardziej, dostojnie a wręcz szlachetnie - Lioele sprawia wrażenie skóry bardziej naturalnej. Tutaj mamy efekt skóry bardziej ,,podkręconej".

Wrażenia ogólne: Kolejny krem BB z Azji i po raz kolejny się nie zawiodłam. Zarówno Bio Essence jak i Lioele mają wiele elementów za które bardzo je lubię i fajnie mieć możliwość wybierania któregoś z nich w zależności od tego jaki efekt na skórze chcę osiągnąć w danym dniu.
Polecam spróbować zwłaszcza osobom o jasnej karnacji. Osoby z ciemniejszą mogłyby być zawiedzione.







sobota, 20 września 2014

Jesienna sałatka z rukolą, gruszkami, winogronami, serem pleśniowym i orzechami

Moja ulubiona jesienna sałatka z orzechową nutą. Ciemne winogrona lubią się z serem pleśniowym, a gruszki lubią się z rukolą, chrupkości dodają orzechy włoskie, a dodatkowo orzechową nutę z posmakiem słodyczy nadaje sos na bazie miodu i oleju z orzechów włoskich. Dla mnie całość świetnie się komponuje. Polecam :)

Składniki:

  •  Sałatka:
  • 2 gruszki
  • 4 garście rukoli
  • 100-120g sera pleśniowego z zieloną lub niebieską pleśnią (np. Lazur,  Dorblu)
  • 2 garście orzechów włoskich
  • mała kiść ciemnych winogron
  • Sos
  • 5 łyżek oleju z orzechów włoskich (lub ewentualnie oliwa z oliwek)
  • 2 łyżeczki płynnego miodu

 Przygotowanie:


  1. Rukolę umyć osuszyć. Rozłożyć na talerzach na których będziemy podawać.
  2. Winogrona umyć, przekroić na pół i wypestkować. 
  3. Gruszki umyć, obrać ze skóry, wyjąć gniazda nasienne i pokroić w większą kostkę.
  4. Ser pleśniowy pokroić w drobną kostkę.
  5. Orzechy uprażyć na patelni.
  6. W osobnym naczyniu wymieszać ze sobą składniki sosu.
  7. Owoce wyłożyć na rukoli, dodać ser pleśniowy i posypać uprażonymi orzechami, na koniec polać sosem.














piątek, 19 września 2014

Racuszki z białego sera, bananów i mąki pełnoziarnistej pachnące cynamonem

Racuszki na mące pełnoziarnistej. Z powodu cięższej mąki pełnoziarnistej nie są szczególnie puchate, ale za to zdrowsze. Z podanych składników placuszków wychodzi naprawdę sporo.
Smakują dobrze na ciepło i na zimno. Najlepiej ze słodkimi dodatkami: miodem, konfiturą, cukrem pudrem w towarzystwie świeżych owoców.


Składniki:


  • 400g białego twarogu półtłustego lub chudego
  • 4 jajka
  • 350 g mąki pszennej pełnoziarnistej (typ 1850) lub białej typ 550
  • 2 dojrzałe banany
  • płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • odrobina oleju do smażenia (smażyłam na kokosowym przeznaczonym do smażenia)
  • do podania: cukier puder/miód/mascarpone wymieszane z cukrem pudrem i świeże owoce
Wszystkie składniki zblendować na jednolitą masę (jeśli używamy miksera banana uprzednio rozgnieść dokładnie widelcem.) Ciasto będzie bardzo gęste.

Jeśli mamy patelnię z dobrą nieprzywierającą powłoką wystarczy tylko kilkukrotnie podczas smażenia natłuścić ją olejem za pomocą pędzelka kuchennego.

Placuszki nakładamy na patelnię łyżką, nieco rozpłaszczamy i smażymy na małym ogniu na złoty kolor.










wtorek, 16 września 2014

Revocon Classic Choco. Miesięczne circle lens. Kolejny kolor

Dzisiaj kolejny odcień miesięcznych soczewek circle lens Revocon w kolorze Classic Choco. Soczewki występują w następujących wariantach:
Kupiłam wszystkie wersje kolorystyczne poza Opal Black.

Parametry soczewek:

Użytkowanie: miesięczne
Promień krzywizny (BC):  8.6 mm
Średnica (DIA):  14.5 mm
Uwodnienie:  55%



Nie będę powielała się z recenzją soczewek tej firmy, ponieważ stały się moimi ulubionymi, gdyż są bardzo wygodne. Można je długo nosić bez uczucia dyskomfortu czy uczucia suchości w oku. Nie przesuwają się na oku ani nie kłują. Z upływem miesiąca stają się nieco bardziej suche.
Zapraszam do poprzednich wpisów gdzie można poczytać i pooglądać zdjęcia:

KOLOR I RECENZJA OPAL CHOCOLATE (KLIK)
oraz SPARK BROWN (KLIK)

Kolorystycznie są bardzo podobne do Opal Chocolate. Różnią się ,,promyczkami" schodzącymi się w kierunku źrenicy oraz delikatnym cieniowaniem. Opal Chocolate są po prostu okręgiem o ciemnobrązowej barwie. Z resztą zapraszam do obejrzenia zdjęć:

Jedno oko z soczewką

Soczewka


Bez makijażu
 I poniżej z makijażem:






wtorek, 9 września 2014

Zupa krem z czerwonej papryki z chińską nutą

Początek września przywitał nas deszczową pogodą, a na takie dni najbardziej lubię gęste i rozgrzewające zupy krem. Ta rozgrzewa dzięki nutom goździków, cynamonu, pieprzu i kminu rzymskiego znajdujących się w przyprawie chińskiej oraz dzięki dodatkowi ostrej papryki.

Składniki:

  • 1,5 kg czerwonej papryki
  • 3 małe cebule 
  • 1 litr ulubionego bulionu (warzywnego lub mięsnego) 
  • Oliwa z oliwek do smażenia
  • Przyprawa chińska 5 smaków (lub robimy ją samemu, dodając: pieprz, cynamon, goździki, kmin rzymski, koper włoski)
  • Ostra papryka w proszku
  • Sól
  • Do podania: śmietana i grzanki lub żółty ser i grzanki
Przyda się Thermomix lub więcej cierpliwości przy krojeniu i blender.

Przygotowanie:


  1. Paprykę umyć wyjąć gniazda nasienne pokroić w drobną kostkę lub rozdrobnić w Thermomixsie 30sekund, obroty 4). Przełożyć do innego naczynia.
  2. Cebulę pokroić w kostkę lub rozdrobnić w Thermomixsie (30sekund, obroty 4)
  3. W garnku rozgrzać oliwę z oliwek, podsmażyć cebulę do zeszklenia, dodać paprykę, podlać odrobiną wody i dusić na małym ogniu przez około 10-15 minut co jakiś czas mieszając.  
  4. Całość zalewamy bulionem i gotujemy pół godziny. Po tym czasie zupę blendujemy na gładki krem. Jeśli zupa jest za rzadka gotujemy jeszcze chwilę bez przykrycia aby odparowała. 
  5. Doprawiamy do smaku przyprawą chińską (zaczynamy od 2 łyżeczek i w miarę potrzeb dodajemy więcej), solą i ostrą papryką.
  6. Podajemy z kleksem śmietany i grzankami lub z żółtym serem i grzankami.




wtorek, 2 września 2014

Aquaria KLCC czyli co znajduje sie pod wieżami Petronas Twin Towers

Będące wizytówką Kuala Lumpur dwie bliźniacze wieże połączone podniebnym mostem zrobią wrażenie na każdym, kto tylko pod nimi stanie i zadrze głowę wysoko do góry. Nagle poczuje się bardzo, bardzo malutki oraz przytłoczony ogromem szkła i stali rozpościerającym się ku niebu.

Jednak to co znajduje się pod wieżami także może się spodobać. W ich podziemiach znajduje się między innymi ogromne centrum handlowe Suria KLCCz niezliczoną ilością sklepów, butików i food courtów, a także wielkie akwarium Aquaria KLCC. W jego akwenach znajdziemy obrzydliwe wyglądające ryby potrafiące razić prądem, równie paskudne mureny, dostojnie unoszące się płaszczki, groźnie wyglądające rekiny i wiele wiele innych morskich stworzeń.

Wszystkie potrzebne informacje, ceny biletów oraz godziny karmienia ryb możemy znaleźć na stronie http://www.aquariaklcc.com/ (KLIK)

Samo akwarium jest ciekawie zaaranżowane - wchodzimy do ogarniętego półmrokiem pomieszczenia z którego wydobywają się dźwięki padającego deszczu i grzmotów połączone z efektami wizualnymi w postaci błyskawic. Głos w głośniku mówi nam, że weszliśmy do lasu deszczowego ;-) Potem mamy do obejrzenia różne większe i mniejsze akweny wodne, przechodzimy przez mini sekcję zawierającą różne sympatyczne włochate pająki, skorpiony oraz wielkie żaby i wchodzimy do obiektu robiącego największe wrażenie: nad nami rozpościera się olbrzymi szklany tunel stanowiący gigantyczny akwen, a my przesuwamy się pod nim na ruchomej taśmie. Możemy podziwiać pływające nad nad nami ryby, rekiny i płaszczki. Tunel jest naprawdę długi i można mieć małą namiastkę nurkowania i tego jakby się było w samym sercu oceanu.

Ryba o wysokim stopniu ryzyka - potrafiąca razić prądem i do tego wyjątkowo paskudna




Rybka wyglądająca jak żółw :D

HIIII :D





Pierwszy raz w życiu widziałam taką dużą płaszczkę w wersji >na żywo< ^_^


Podwodny tunel



Angry fish! Zjem twoje serce!












I krótkie filmy:


POD SZKLANYM TUNELEM:


,,LAS DESZCZOWY"



 
KOLOROWE MEDUZY:
(znajdowały się w zbiorniku gdzie oświetlenie zmieniało co jakiś czas kolory, a przeźroczyste meduzy zostawały  podświetlane na taki sam kolor)


INNE MORSKIE ŻYJĄTKA:


RYBKI: