czwartek, 4 grudnia 2014

(is it) more fun in the Philippines?

Po miesiącu spędzonym w Azji dotarłam do domu. Bilans przedstawia się w skrócie tak:
  • kolejne tysiące przebytych kilometrów na liczniku
  • wizyty w Niemczech, Holandii, Malezji, na Filipinach i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich
  • 15 odwiedzonych filipińskich wysp
  • 1 wulkan
  • 9 lotów samolotem (na które zdążyliśmy)
  • 2 loty opóźnione
  • 1 lot odwołany
  • 1 lot przebookowany
  • 2 loty na które nie zdążyliśmy
  • 2 pocharatane uda
  • 1 zagubiony plecak
  • 1 zdarte kolano
  • 1 stłuczony palec z naderwaną torebką stawową 
  • 1 cyklon tropikalny
  • 2 wypożyczone motory
  • 3 rejsy łódkami
  • 3 nurkowania z butlą na wrakach statków japońskich z czasów II wojny światowej
  • kilkanaście snurkowań
  • kilkanaście nowych znajomości
  • niedająca się uchwycić w liczbach ilość zapierających dech w piersiach widoków, wrażeń i przeżyć
Oj działo się na tym wyjeździe, działo. Było pięknie, było wspaniale, ale niestety też był to najbardziej pechowy ze wszystkich naszych wyjazdów do Azji.
Zastanawiam się, czy Filipiny same w sobie nie są obarczone pewnym rodzajem pecha....raj na ziemi w pacyficznym pierścieniu ognia - wybuchy wulkanów, powodzie, trzęsienia ziemi, cyklony, tajfuny. Czyżby ta piękna ziemia była na swój sposób przeklęta? 
Najpierw sobie z tego żartowaliśmy, ale podczas wyjazdu przypominaliśmy sobie o innych blogerach, którzy także na Filipinach opisywali swojego mniejszego lub większego pecha. No bo czy nie wydaje się Wam podejrzane, kiedy będącemu w podróży dookoła świata małżeństwu wszystko idzie jak z płatka...do momentu kiedy pojawiają się na Filipinach...?

U nas nietypowy był już początek. Dzień przed wylotem upewnialiśmy się co do godzin i okazało się, że lot z Lipska do Amsterdamu z godziny 10.00 został przesunięty na godzinę 6.10 rano. W Amsterdamie mieliśmy być o 7.45 - jak widać lot tak krótki, że aż śmieszny. 
Przeszliśmy odprawę, czekamy na boarding. Na ekranie pojawia się informacja, że lot opóźniony jest o 30 minut, a potem kolejna - że o kolejne 30 minut, potem jeszcze troszkę.
W końcu samolot się pojawił - wsiedliśmy - wystartowaliśmy. Od razu zapadłam w sen (prywatnie jestem strasznym śpiochem, a wszelkie środki lokomocji działają na mnie usypiająco ze zdwojoną siłą).
Nagle budzę się i czuję jakbym spała dłużej niż pół godziny. Patrzę pytająco na B., który mówi: latamy już trzecią godzinę nad Amsterdamem, nie możemy wylądować z powodu mgły. - taki był początek naszej podróży :D
W końcu około 11.00 wylądowaliśmy w Amsterdamie - dokładnie o tej samej godzinie o której mieliśmy być, gdyby nasz lot nie został przesunięty i gdybyśmy nie latali bez celu z powodu mgły.

Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że fatum krótkich lotów dopadnie nas przedostatniego dnia na Filipinach...ale o tym w następnych wpisach.

                                                                          ***

Na tym jednak się nie skończyło, bo kiedy przyszło do odbioru bagaży, przez ponad godzinę myśleliśmy że plecak B. został zgubiony. Mój pojawił się na taśmie niemalże od razu, a potem rozpoczęło się czekanie na plecak numer dwa. 
Udało mi się odnaleźć plecak leżący razem z kilkoma innymi gdzieś daleko pod ścianą - dlaczego się tam znalazł - nie mam pojęcia, wszystkie naklejki były na swoim miejscu. W każdym razie, dobrze że go odnalazłam i mogliśmy schować plecaki w przechowalni i udać się na sześciogodzinne włóczenie się ulicami Amsterdamu w oczekiwaniu na lot do Kuala Lumpur.


Ciąg dalszy nastąpi...

...a na pożegnanie jeden z filipińskich widoczków:





4 komentarze:

  1. Oj jak coś od początku jest pechowe, to zazwyczaj później też :P Ale w sumie dobrze, że nic poważnego się nikomu nie stało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się :) peszek był na początku i na końcu wyjazdu - ale to co było pomiędzy klamrą spinającą pechowe sytuacje związane z lotami było piękne i postaram się wszystko opisać i pokazać to na zdjęciach :)

      Usuń
  2. Fajnie,ze już jesteś :-) na pewno wiesz,ze czekałam z na Twoją fotorelację?!
    Stresującymi sytuacjami najpierw się martwimy, póżniej z nich śmiejemy :-)
    Czekam z niecierpliwością na koleiny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć i czołem! :)
    Czekam niecierpliwie na obszerną relację :)

    OdpowiedzUsuń