środa, 31 grudnia 2014

Migawki z Boholu

Zapraszam na szybką motorową trasę po Boholu w ostatnich dziesięciu minutach 2014 roku!



Wyspę Bohol zwiedzaliśmy z kanapy azjatyckiej purkawki zwanej motorkiem. Wprawdzie nie dało się wrzucić pierwszego biegu, hamulce nie działały, cztery litery zostały mocno obite na wszystkich wertepach i spadł nam łańcuch, kiedy wjeżdżaliśmy pod górę gdzieś pomiędzy wioskami ukrytymi w dżungli, ale było warto :) Kiedy zostajemy kilka dni w jednym miejscu motor to nasz ulubiony środek transportu. Możemy poruszać się gdzie chcemy i kiedy chcemy, nie jesteśmy uzależnieni od transportu publicznego ani nie musimy negocjować cen z taksówkarzami czy rikszarzami. A poza tym jest to kolejny element satysfakcji w podróżach na własną rękę. 

Naszym jednośladem pojechaliśmy do Corelli zobaczyć Chocolate Hills (wpis TUTAJ (KLIK) ), wpadliśmy nad rzekę Loboc oraz odwiedziliśmy dwa sanktuaria z tarsierami (jedno w Corelli a drugie w okolicach rzeki Loboc. Tarsiery to najmniejsze naczelne chociaż wbrew powszechnej opinii nie są to małpki (to jakby odnoga, która w czasach ewolucji oddzieliła się od małp). Zwierzątka niestety zagrożone są wyginięciem. Są bardzo terytorialne i z powodu wycinki lasów ich obszary żerowania się kurczą. W dodatku w niewoli na skutek traumy wywołanej uwięzieniem i ludzkim dotykiem popełniają samobójstwo - zawisają głową w dół i po prostu przestają oddychać. 

W trakcie jednej z naszych tras znaleźliśmy taki oto opuszczony kościół:


A tego nie pokazywałam w poprzednim wpisie, gdy wrzucałam zdjęcia z Chocolate Hills. Bohol jakiś czas temu nawiedziło trzęsienie ziemi. Jego skutki były widoczne w wielu odwiedzanych przez nas miejscach. Zrujnowane budynki, zawalone kościoły i mosty. Tutaj zawalony budynek w okolicach tarasu widokowego w Chocolate Hills:


Na Filipinach popularne są ołtarzyki wkomponowane w drzewa i jaskinie:



Często droga była celem samym w sobie. Mijaliśmy pola ryżowe, drewniane chatki zbudowane na palach, podglądaliśmy Filipińczyków przy pracy na roli, którzy używali do tego jedynie siły własnych rąk i bawołów:



 Tarsiery w Tarsier Sanctuary w Corelli i przy rzece Loboc.

Są to miejsca w których ludzie starają się, aby przedłużyć trwanie gatunku, zapewnić tarsierom warunki do żerowania i rozmnażania się. Przy tym w trakcie krótkich wykładów poszerza się wiedzę odwiedzających na temat tarsierów. 




Jeden z wielu mijanych przez nas domów na palach:


Zupełnie przypadkiem natknęliśmy się też na taki oto wiszący drewniany most. Można się było na nim poczuć jak Indiana Jones ;D Dla Europejczyka most wydawał się dość kruchy, chybotliwy i niestabilny, ale Filipińczykowi nie przeszkadzało, aby pokonać go na motorku :)


 Tak to się robi na Filipinach (i ogólnie w wielu krajach Azji :) )




 Filipińskie dzieciaki przybiegły, aby się z nami przywitać


W poszukiwaniu ukrytego wodospadu zapuściliśmy się w dżunglę, gdzie na górzystym terenie znajdowaliśmy urokliwe malutkie wioseczki. Dzieciaki wyskakiwały na ścieżkę, aby nam pomachać, dorośli przerywali swoje zajęcia, aby się do nas uśmiechnąć lub powiedzieć ,,Hello". Drogi jeśli były wyglądały jak kamienne gruzowiska, mało nie wpadliśmy do rowu, bo na ścieżce leżał wielki wąż. Widoki otaczającej nas zewsząd przyrody zapierały dech w piersiach, pola ryżowe urzekały swoją soczystą barwą. Pięliśmy się naszym motorkiem w górę i w górę, co chwila zatrzymując się i podziwiając piękno natury. W drodze powrotnej nasz jednoślad nie wytrzymał i spadł nam łańcuch, który szybko udało się założyć z powrotem (pamiętajcie - scyzoryk Victorinoxa to jeden z nieodłącznych towarzyszy :) )

Poniżej:
Zjechaliśmy z głównej drogi i odbiliśmy w boczne ścieżki. Po przekroczeniu mostu droga kończyła się.









....to już prawie koniec trasy w 2014 roku....


 Do zobaczenia w Nowym Roku 2015!!!!! Aby obfitował w atrakcyjne promocje lotnicze, wspaniałe podróże pełne pozytywnych przygód i wrażeń oraz w same spełnione marzenia. Życzę także Wszystkim duuuużo zdrowia!

2 komentarze:

  1. Świetny most! Bardzo ciekawy post ;-)
    Ciekawa jestem na jakim sprzęcie robisz zdjęcia?Pewno używasz jeszcze filtra polaryzacyjnego?Bo zdjęcia wychodzą zjawiskowe!
    Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego w 2015 Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Tobie droga Milko wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Dużo szczęścia, zdrowia, radości, miłości i spełnienia wszystkich marzeń! :)
      Zdjęcia robimy body Nikona D90, naszym uniwersalnym obiektywem jest Tamron 17-50mm f2,8 DX II. Do portretów używamy Nikkora 50 mm f 1,8 i do dali tele 70-300mm również Nikkora. Filtr polaryzacyjny w Azji z racji ostrego światła zastanego mamy założony prawie cały czas (filtr Hoya).

      Usuń