środa, 17 grudnia 2014

Witamy na Filipinach

Tak jak napisałam w poprzednich wpisach Malezja była tym razem tylko krótkim przystankiem w drodze na Filipiny.
Nasza prawie miesięczna objazdówka po tym kraju wyglądała następująco:

  1. Z KL przylecieliśmy do Manili, by kilka godzin później polecieć na Bohol (kolor czerwony)
  2. Po kilku dniach spędzonych na Boholu i Panglao wróciliśmy do Manili (kolor fioletowy)....
  3.  ....i prosto z lotniska wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy do Tagaytay na wulkan Taal (kolor czarny)
  4. Następnego dnia z wulkanu wróciliśmy do Manii i spędziliśmy w stolicy jedną noc (ponownie kolor czarny)
  5. Po nocy spędzonej w Manili polecieliśmy do Puerto Princessa na Palawanie (kolor zielony)
  6. Z Puerto Princessa pojechaliśmy do El Nido (kolor czarny)
  7. Po kilku dniach spędzonych w El Nido popłynęliśmy łódką ,,promem" - tylko z nazwy ;-) na Coron (kolor niebieski)
  8. Z Coron (z nieprzyjemnymi przygodami) wróciliśmy do Manili (kolor pomarańczowy)
Poniżej mapka:

Po wylądowaniu na lotnisku w Manili nie obyło się bez starcia na dzień dobry z liniami lotniczymi Cebu Pacific, które wszystkim lecącym na Filipiny serdecznie ODRADZAM. O naszych lotniczych przygodach zrobię osobny wpis.
W każdym razie mimo naszej obecności na terminalu o właściwej porze nie zostaliśmy wpuszczeni do samolotu, razem z nami była jeszcze dziewczyna ze Szwajcarii, od której wszystko się zaczęło. Nasza trójka musiała przebookować bilet na samolot, który odleciał dwie i pół godziny później.

Po godzinnym locie znaleźliśmy się na wyspie Bohol w mieście Tagbilaran. Tym samym byliśmy najdalej na wschodzie niż kiedykolwiek wcześniej. Wyspa o wielkości 4117,26 km² znana jest przede wszystkim ze Wzgórz Czekoladowych (Chocolate Hills), zwierzątek tarsierów oraz raf koralowych i island hoppingu po okolicznych wyspach.
Z Boholem za pomocą długiego mostu połączona jest jeszcze jedna wyspa o nazwie Panglao. To właśnie z niej wypływa się na island hoppingi (czyli całodniowe wycieczki po okolicznych wysepkach) lub na nurkowania. Najbardziej rozreklamowaną na Panglao plażą jest Alona Beach, gdzie znajdziemy szereg baz noclegowych, knajpki położone zaraz nad morzem i centra nurkowe, jednak jeśli ktoś w swoim życiu widział już trochę pięknych rajskich plaż to ta zrobi na nim średnie wrażenie. Przynajmniej takie zrobiła na nas. Niby nie ma na niej tłumów, piasek jest biały i czysty, a woda niebieska, ale jednak brakuje jej tego czegoś. Poza tym sama Alona jest względnie mała, w najszerszym miejscu znajduje się obszar do leżakowania, natomiast całą resztę plażowego pasa zajmują knajpki położone przy samej wodzie serwujące owoce morza.
To co nam przeszkadzało na plaży najbardziej to wszechobecne filipińskie łódki z płozami po bokach czyli bangki. Zamiast wyznaczyć tylko jeden konkretny teren na którym można cumować łódki, jakoś oddzielić część plaży na której można się opalać i kąpać albo zrobić coś w rodzaju portu w typowo azjatycki sposób zostawiono je aby swobodnie dryfowały sobie gdzie popadnie. Jeśli ktoś miał ochotę sobie popływać przy brzegu musiał omijać dryfujące łódki a przy tym uważać, aby nie staranowały go inne wpływające i wypływające na morze.

Na samym Boholu nie warto spędzać zbyt wielu dni, zwłaszcza jeśli nie ma się zamiaru nurkować. Myślę, że trzy dni intensywnego pobytu wystarczy, a potem warto popłynąć promem na znajdującą się w rejonie Visayas wyspę Cebu, na której w 1521 roku Ferdynand Magellan postawił swój krzyż, a która teraz znana jest z nurkowania z rekinami wielorybimi. Inne połączenie promowe, które warto także rozważyć to nieco kombinowany rejs na wyspę Siquijor.

My trzy dni na Boholu i Panglao spędziliśmy na objeżdżaniu wysp i zapuszczaniu się w ich zakamarki. Wypożyczyliśmy motorek (specjalnie piszę motorek a nie motor :) ), w którym hamulce prawie nie działały, bieg pierwszy nie chciał zaskoczyć, a stopy B. były za duże i przy każdej zmianie biegu walił nim w moje więc szybko opracowałam system unoszenia nóg w górę przy każdej zmianie biegu :D


Chocolate Hills w Corelli.


Na całym obszarze w Corelli znajduje się 1268 kopców o wysokości od 30 do 100 metrów, W trakcie pory suchej trawa porastająca wzgórza staje się sucha i zmienia swój kolor na brązowy. Z daleka wyglądają jak kopczyki usypane z kakao - stąd ich nazwa - Czekoladowe Wzgórza.

Ze wzgórzami łączy się też kilka legend opowiadających ich powstanie. Pierwsza opowiada o dwóch walczących ze sobą olbrzymach, którzy odrywali kawałki skał i rzucali w siebie - odłamki spadały na ziemię i tak powstały Chocolate Hills.
Druga legenda jest bardziej smutna i opowiada, że wzgórza to tak na prawdę łzy olbrzyma, który zakochał się w śmiertelniczce, która nie dość że odrzuciła jego zaloty to jeszcze zachorowała i umarła, a zrozpaczony olbrzym płakał po niej rzewnymi łzami i właśnie to z nich powstały wzgórza.






Tagbilaran. 


Główne miasto na wyspie (to tu znajduje się lotnisko), w którym mieszkaliśmy. Jako że (nie licząc kilkugodzinnego pobytu na lotnisku w Manili) Bohol był pierwszą na trasie odwiedzoną wyspą mieliśmy tu pierwsze zetknięcie z filipińską charakterystyczną ,,motoryzacją" na którą składają się tricykle i jeepneye. Tricykl to odpowiednik tuk-tuka czy motorikszy. Motorek do którego przyspawana jest przyczepka z kanapą do siedzenia obudowany jest czymś w rodzaju pancerza. Z tyłu często znajduje się pojemnik do którego można włożyć większe gabarytowo pakunki. Na każdej z odwiedzonych przez nas większych wysp - Luzonie, Boholu, Palawanie i Coron tricykle skonstruowane były odrobinkę inaczej - przykładowo w Coron zajmujący miejsce z tyłu kosz zlikwidowano a zamiast tego w środku przyczepki znajdowały się na przeciw siebie dwie kanapy do siedzenia. Wszędzie natomiast tricykle były kolorowe, obwieszone pluszakami, oklejone naklejkami lub ozdobione różnorakimi rysunkami. Te na Boholu wszystkie co do jednego miały z tyłu powypisywane różne cytaty z Biblii.
Tak samo jak w innych krajach Azji Południowo-Wschodniej jeśli chcemy gdzieś pojechać tricyklem wystarczy pomachać ręką lub po prostu nawiązać kontakt wzrokowy z kierowcą. Często też kierowcy sami podjeżdżają i oferują swoje usługi, chociaż ogromny plus dla nich że ci na Filipinach nie byli tak natrętni jak w Kambodży. Cenę za przejazd należy ustalić drogą targowania i negocjacji chociaż na Palawanie popularna trasa z Corong Corong do El Nido i z powrotem była ustalona odgórnie i u wszystkich kierowców kosztowała 20 Pesos.

Drugim charakterystycznym środkiem transportu są jeepneye. Pozostałości po tym jak Filipiny były pod panowaniem Stanów Zjednoczonych. Używane przez armię USA jeepy zostały przedłużone i przerobione na autobusy. Tak samo jak tricykle często były bajecznie kolorowe i przyozdobione wizerunkami Jezusa i Maryi.
Z ciekawostek - inną schedą po Amerykanach jest miłość do koszykówki i fastfoodów. W najmniejszych nawet wioseczkach w środku dżungli natrafialiśmy na boiska do koszykówki. Co zaś się tyczy fastfoodów - bądźcie pewni że na Filipinach znajdziecie ogromny wybór sieciówek typu Pizza Hut, McDonald, Wendy's, Friday's, Bubba Gump (dla fanów Forresta Gumpa) oraz ukochane przez wszystkich Filipińczyków Jolibee (w celu eksperymentu poszliśmy - PASKUDNE ;D ...o jedzeniu na Filipinach też będzie osobny wpis) 







Zachody słońca


Pierwszy wschód słońca obejrzeliśmy w Manili (z Kuala Lumpur przylecieliśmy w nocy) ale już nasz pierwszy zachód na Filipinach obejrzeliśmy będąc na Boholu. Przygotowując się do wyjazdu, kiedy czytałam różne relacje z podróży i rozmawiałam z koleżanką, która była na Filipinach kilka lat temu wszyscy co do jednego wspominali piękne i barwne zachody słońca. I takie właśnie one są! Mienią się czerwienią, purpurą, fioletem żółcią i pomarańczem. Można się nimi delektować aż do znudzenia. Na Boholu - który tak jak wspomniałam ze wszystkich miejsc w których byliśmy był najbardziej wysunięty na wschód słońce zachodziło bardzo wcześnie bo już o 17.20. Wtedy zaczynała się kawalkada kolorów: najpierw żółty, potem pomarańczowy, następnie całe niebo robiło się czerwone, by przejść w purpurę aż w końcu w fiolet i zniknąć za horyzontem.

Zachód słońca na Panglao

Panglao

Widok z naszego balkonu w Tagbilaran
Pangalo
Panglao

Panglao

Dobranoc :) W następnym wpisie będą różne migawki zdjęć z Boholu. Tarsiery, pola ryżowe, dżungla i most jak z Indiany Jonesa :D

    3 komentarze:

    1. Piękny zachód słońca! Zdjęcia jak z pocztówki:-)
      czekam na więcej :-)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Będzie więcej z pewnością! Mam tyle pięknych zdjęć, że aż żal żeby zalegały na dysku ;-)

        Usuń
    2. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!

      OdpowiedzUsuń